Bioenergia, temat aktualny. Ale czy w Polsce? Część pierwsza – spojrzenie przyrodnicze.

 

Bioenergia, temat aktualny. Ale czy w Polsce? Część pierwsza – spojrzenie przyrodnicze.
16 stycznia 2018 Tadeusz Ciura
Bioenergia, temat aktualny. Ale czy w Polsce? Część pierwsza – spojrzenie przyrodnicze.
Temat aktualny politycznie bo w tym tygodniu ma głosować Parlament Europejski o dyrektywie dotyczącej energii odnawialnej, Renewable Energy Directive, RED II. Ma ona wzrosnąć do 35% całości miksu energetycznego do roku 2030 i będzie odbywać się to poprzez zwiększone pobieranie jej z lasu, m.in. w formie całych drzew a nie tylko w postaci resztek, tutaj w Szwecji określanych nazwą grot (od „grenar och toppar” czyli „gałęzie i wierzchołki”).

W ubiegłym tygodniu, 9 stycznia, opublikowało 659 naukowców z całej Europy, list otwarty do Parlamentu Europejskiego. Pisze o tym http://www.natursidan.se/nyheter/659-forskare-om-eus-biobransledirektiv-forodande-for-klimat-och-biologisk-mangfald/ i list możemy przeczytać w linku: Källa: Brevet till EU parlamentet.

Inicjatorami listu są Tim Searchinger z Princeton University/World Resources Institute w USA i John Beddington z Oxford Martin School w Wielkiej Brytanii razem z 15 innymi badaczami.

Co oni piszą?

Spalanie drewna jest nieefektywne i powoduje większe wydzielanie CO2 na kW energii niż użycie surowców kopalnianych. Użytkowanie lasu na cele energetyczne, nawet w gospodarce leśnej trwałej i zrównoważonej, skutkuje dużym wydalaniem CO2. Oraz węgla, którego ponowne związanie zabierze wiele stuleci.
Wiele badań naukowych wykazało że zastąpienie węgla, ropy naftowej i gazu poprzez drewno przyczyni się również do zwiększenia ilości CO2 w atmosferze.
Naukowcy uważają że zwiększone użycie bioenergii stanie się zabójczym dla różnorodności biologicznej.
Więcej niż 100% rocznego pozyskania drewna w Europie przyniesie zaspokojenie tylko 1/3 zapotrzebowania na bioenergię ustalonego w planowanej dyrektywie RED II. Jeżeli chcielibyśmy zaspokoić tylko 3% światowego zapotrzebowania na energię to będziemy potrzebować podwójnej wielkości dotychczasowego pozyskania drewna na świecie.
Rozwiązaniem jest ograniczenie się do spalania pozostałości pozrębowych oraz postawienie na energię słoneczną i wiatr.

Naukowcy opublikowali również krótki film Empower Plantshttps://youtu.be/qHi8RjAXaN4

W filmie mówi Timothy Searchinger że nowa dyrektywa, przyjęta przez Parlament Europejski, pozwoli na wycięcie lasów Amazonii, transport surowca do Europy i zastąpienie poprzez to węgla. Kraje mające dużo lasów ciągle do tej pory były nawoływanie do ich zachowywania, z uwagi na świat i klimat. Teraz usłyszą z Europy że mogą wycinać, Europa zapłaci dobrze za to no i w dodatku jest to korzystne dla klimatu. Co wybiorą, stawia Timothy retoryczne pytanie?

W dostawach drewna do Europy na potrzeby energii przoduje USA oraz Kanada. Kraje mające lasy równikowe, takie jak Tajlandia, Brazylia i Indonezja zaczną prawdopodobnie szybko eksportować drewno do Europy na cele opałowe.

Zadałem sobie trud dwukrotnego sprawdzenia nazwisk i miejsc pracy 659 badaczy z całego świata, wpierw z zaciekawieniem, a następnie z niedowierzaniem. Nie znalazłem ani polskich nazwisk ani polskich uczelni czy instytucji naukowych. Jeżeli się mylę to proszę o skorygowanie.

Temat Bioenergia jest ogromnie ważny dla bogactwa przyrodniczego, decyzje które zapadną w Unii Europejskiej są równie ważne. Ale polska nauka przyrodnicza milczy na ten temat, w każdym razie jest nieobecna w proteście, mimo że widzę np. nazwiska i uczelnie z Węgier czy Czech. Czy Białowieża przesłania wszystko inne?

Zawsze uważałem prof. Jana Szyszko za zdolnego polityka.

Polskie organizacje przyrodnicze również milczą a w każdym razie nie publikują takich listów jak te szwedzkie, do odpowiedzialnych szwedzkich ministrów https://doc-00-14-docs.googleusercontent.com/docs/securesc/ha0ro937gcuc7l7deffksulhg5h7mbp1/s219k76evaaih98aq9636nkvep7dmabl/1516104000000/09343923554381273511/*/1HF4_mqtJAvnt-d9lj1wbD1sWmlz_U8Iv?e=download

Ale tematyka nie jest obca polskim przyrodnikom bo już kilkakrotnie czytałem ich wypowiedzi na sieci mówiące o lobbowaniu leśników na rzecz klimatu jako formie pretekstu do zwiększania pozyskania, produkcji i ekonomii gospodarki leśnej.

Jest kilka polskich organizacji czy towarzystw ochrony przyrody które opisywały sytuacje podobne do komentarza na stronie Natursidan, tej pierwszej cytowanej w tym tekście:

„Mellanskog i biopaliwo. (Mellanskog to jedno z czterech centralnych, szwedzkich zrzeszeń leśnych, obejmuje Szwecję środkową – moja uwaga).

Bioenergia czy biopaliwo nie jest nowością. Mellanskog używał ten kanał wejścia na rynek drzewny już od lat 1980. Dzisiaj bioenergia, dostawy surowca na jej cele stanowią 20% dochodów zrzeszenia.

W swoim materiale informacyjnym pisze Mellanskog o 30 składnicach drewna zawierających głównie drzewny sortyment energetyczny. Leżą na nich Grot (opisany powyżej – moja uwaga), części drzew, opał drzewny i drewno spróchniałe.

Co oznacza drewno spróchniałe? Wystarczy pojechać na takie składnice i zobaczyć. Byłem na jednej i zobaczyłem. Leżą tam osiki z dziuplami dla ptaków, leży tam około 1000 m3 drzew spróchniałych mogących być miejscem życia dla np. dzięcioła trójpalczastego, leżą spróchniałe świerki z siedliskiem życiowym dla Camponotus i z kolei dla dzięcioła czarnego, leżą martwe drzewa które powinny stać w lesie a teraz bedą spalane w kotłach ciepłowni.

To skandal dla przyrodnika, dla miłośnika ptaków.” Podpisany: Göran Rönning

Göran Rönning jest przewodniczacym tzw. Svenska Tjäderkommittén czyli stowarzyszenia ochrony szwedzkiego głuszca i nawołuje nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat do zachowania szwedzkich starych lasów. Ma, powiedzmy, interes, zakładam że nieekonomiczny, w propagowaniu odmiennego modelu leśnego niż ten oficjalny, efektywny, oparty o zreby zupełne, odnowienia i szybko rosnące lasy.

I głosy tej drugiej strony, tego efektywnego modelu przedstawię w części drugiej.

Skickat från min iPad

Dąbrowa świetlista, dehesa och öppna eklandskapet.

Dąbrowa świetlista, dehesa och öppna eklandskapet.
Koniki i dąbrowy świetliste to temat znany pomiędzy leśnikami i przyrodnikami, zwłaszcza w okolicach nadleśnictw Strzałowo w dyrekcji olsztyńskiej i Oborniki w dyrekcji poznańskiej Lasów Państwowych.
Leśnicy ze Strzałowa mogą też i zasłużenie pochwalić się nagrodą Brussels Innova 2015.

http://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/koniki-polskie-odtwarzaja-dabrowe-swietlista

http://www.olsztyn.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/pierwsze-efekty-wypasu-konikow-polskich-w-odtwarzanej-przez-mazurskich-lesnikow-swietlistej-dabrowie

http://firmylesne.pl/lista/lasy-panstwowe/pokaz/medal_dla_lesnika,2983

http://poznan.rdos.gov.pl/koniki-polskie-pomagaja-chronic-swietliste-dabrowy

Podobny a w zasadzie identyczny temat podjął w swojej pracy doktorskiej na Sveriges Lantbruksuniversitet, SLU, Pablo Garrido Rodriguez, badacz hiszpański, porównujac szwedzkie i hiszpanskie odpowiedniki dąbrowy świetlistej a mianowicie „öppna eklandskapet” i „dehesa”.

Praca napisana jest jak zwykle w języku angielskim i myślę że przez to może być warta do zaznajomienia się z nią przez polskich naukowców.
Link poniżej:
https://pub.epsilon.slu.se/14727/

(Nawiasem mówiąc, dlaczego nie słyszy się o pracach doktorskich napisanych przez cudzoziemców na polskich uczelniach rolnych czy leśnych? Polaków doktoryzujących się na szwedzkim SLU mógłbym ja, zupełny nie naukowiec, wymienić sporo, inne nacje też nie są gorsze. Może jednak nie mam racji? Temat w każdym razie jest interesujący.)

W opisie ogólnym Pablo Garrido Rodriguez pisze:

Aby zachować dehesa w Hiszpanii czy öppna eklandskapet w Szwecji należy przestudiować socjologiczne i ekologiczne aspekty leśnych terenów wypasowych.
Tereny te można opisać jako pastwiska z bydłem i rzadko rosnącymi drzewami. Były one i dalej są częścią kulturowego krajobrazu Europy i pokrywają w niej powierzchnię 203.000 km2, malejącą jednak z uwagi na intensyfikację rolnictwa i likwidację tradycyjnych i małych gospodarstw chłopskich.
Zarówno szwedzkie öppna eklandskapet jak i hiszpańska dehesa ujęte są w EU dyrektywie siedliskowej.

W Szwecji leśne tereny wypasowe były tradycyjnie bardzo ważne w codziennym wiejskim życiu i używane jako pastwiska oraz łąki na siano.

Dzisiaj są to wartościowe środowiska życiowe dla chrząszczy, motyli czy porostów czujących się dobrze w starych, grubych i nasłonecznionych dębach. Ale są to równocześnie tereny rozczłonkowane i powstaje niebezpieczeństwo że mogą zaniknąć. Najlepiej zachowane krajobrazy szwedzkiej dąbrowy świetlistej (öppna eklandskapet) są rozrzucone jak plamy w regionie Östergötland (południowo-wschodnia Szwecja) i pokrywają powierzchnię180 km2.

W Hiszpanii dąbrowa świetlista (dehesa) używana była jako system rolno-leśno-wiejski od wielu wieków.

Ma ona strukturę mozaikową z dużą ilością środowisk życiowych dla wielu zagrożonych i wyspecjalizowanych gatunków.
Ale te tradycyjne użytkowanie terenów zaczęło zanikać począwszy od lat 1960, co doprowadziło do uproszczonych metod użytkowania gruntów. Niemniej jednak duże obszary dehesa w dalszym ciągu pokrywają Półwysep Iberyjski i centrum dehesa leży w prowincji Cáceres.”

Pablo Garrido Rodriguez w ramach swojej pracy przeprowadził m.in. 63 wywiadów na temat współczesnego znaczenia öppna eklandskapet w Szwecji i dehesa w Hiszpanii.

Co dają one ludziom?
Na poziomie lokalnym najważniejsza jest dla Szwedów rola rekreacyjno-turystyczna takich terenów jak i uroda krajobrazu i kulturowa waga jego zachowania.
Dodatkowym znaczeniem jest hodowla bydła i uprawa paszy, w mniejszym stopniu pożytki z surowca drzewnego i uprawa roli.
Natomiast w Hiszpanii istotne było i jest dziedzictwo kulturowe terenów i zachowanie tradycyjnej wiedzy na temat ich upraw. Dodatkowo istotną rolę odgrywa możliwość wypasu bydła, jesienią głównie świń i pasza z drzew dla nich, dalej pozyskanie opału, węgla drzewnego, polowanie na zwierzynę dziką (dziczyzna) jak i produkty typu oliwek, wina, sera, kiełbas.

 

W obu krajach bardzo istotnym i ważnym jest bogactwo biologiczne tych terenów jak i związane z tym stosunki wodne (zwłaszcza w Hiszpanii) oraz tworzenie stref ciszy jako krajobrazu ochronnego (zwłaszcza w Szwecji).
Hiszpanie wymieniali z reguły więcej korzyści, nazwijmy je ubocznych, ze swoich dehesa niż Szwedzi ze swoich öppna eklandskapet. Tutaj wchodziły tak ważne jak ochrona przed pożarami, erozją czy naturalne odnowienia dębowe.

Na poziomie regionów krajowych przeważały w odpowiedziach respondentów wartości kulturowe krajobrazu.
Szwedzi wymieniali na ogół rekreację i turystykę, piękno krajobrazu, wykształcenie i wiedzę związaną z formowaniem i zachowaniem takich terenów.
Identyczne wartości podkreślali Hiszpanie, podkreślając może bardziej wagę tradycyjnej wiedzy i umiejętności związanych z istnieniem dehesa.

Ale istnieje duża różnica pomiędzy Szwecja i Hiszpanią.

Dehesa w pewnych regionach Hiszpanii jest w dalszym ciagu traktowana jako ważny czynnik w hodowli bydła czy paszy dla miejscowych rolników.
Natomiast korzyści z drewna czy produkcja siana wymienione były jako ważne w obu krajach.
Na poziomie regionalnym nie wymieniali Szwedzi takich usług swego öppna eklandskapet jak regulacja klimatu, stosunków wodnych, czystość wód czy ochrona przed katastrofami naturalnymi, które z kolei zostały zaakcentowane przez Hiszpanów.
Dehesa odgrywa więc znacznie większą rolę regionalną w Hiszpanii niż öppna eklandskapet w Szwecji.

Jakie współczesne wyzwania dotyczące zachowania takiego typu krajobrazu wymienia wymienia Pablo Garrido Rodriguez w swojej pracy naukowej?

Te najważniejsze to urbanizacja, rozwój miast i likwidacja małych gospodarstw wiejskich jak i intensyfikacja rolnictwa.

W Szwecji öppna eklandskapet zanika z powodu ogólnego spadku wagi rolnictwa i zmniejszenia się pogłowia bydła, dalej zamiany terenów rolnych na tereny zalesione, głównie świerkowe oraz fragmentacji dotychczasowych krajobrazów.
Poza tym krajobrazy te, przyciągając ludzi do siebie likwidują się same w postaci nowej zabudowy czy remontu starej oraz zawsze poprzez budowę nowych, lepszych dróg co zwiększa jeszcze bardziej ich fragmentację i rozczłonkowanie. Odnowa takich krajobrazów dębowych nie ma sensu jeżeli nie zapewni się odpowiedniego wypasu bydła oraz odnowienia dębowego. Ale podobne metody gospodarcze są dzisiaj w zasadzie nieopłacalne ekonomicznie z uwagi na ciężkie warunki pracy, brak wsparcia ekonomicznego i trudność w rekrutowaniu chętnych do prowadzenia takich gospodarstw rolnych. Te uwagi dotyczyły obu krajów.

Hiszpanie podkreślali niepokój z powodu zanikających umiejętności w utrzymywaniu krajobrazów dehesa i tutaj podawali jako przykład mocne wypasanie bydła co skutkuje zamieraniem drzew (tzw. „la seca”). Innym negatywnym przykładem była zmiana tradycyjnych zwyczajów wypasu czyli zaniechanie przeprowadzki bydła z terenów wypasów letnich w Pirenejach w północnej Hiszpanii na tereny zimowe w południowej Hiszpanii. Zmiany klimatu również były wymieniane.
No i warunki polityczno-prawne były mocno krytykowane w odpowiedziach respondentów hiszpańskich. Brakuje dzisiaj odpowiednich przepisów prawnych dopasowanych do zróżnicowanej biologicznie i gospodarczo gospodarki rolnej na terenach dehesa.
Dzisiejsza dehesa w Hiszpanii jest regulowana poprzez ustawy o gospodarce leśnej, rolnej, ochrony przyrody, gospodarki łowieckiej i hodowli bydła, co czyni jej zagospodarowanie i zarządzanie mocno skomplikowanym.
Waga współpracy pomiędzy różnymi sektorami, waga rozbudowy odpowiedniej sieci transportu ułatwiającej z kolei sprzedaż produktów z dehesa i tutaj podkreślają Hiszpanie wagę ochrony markowej tych produktów jak i stworzenie systemu gwarantującego odpowiednie ceny za usługi świadczone poprzez i przez dehesa to pozostałe hiszpańskie uwagi.

Jakie rozwiązania proponuje Pablo Garrido Rodriguez aby zachować öppna eklandskapet w Szwecji?

Dotychczasowe metody są słabo opłacalne lub nieopłacalne dla dzisiejszych szwedzkich rolników.

Jako alternatywę proponuje Pablo alternatywę znaną i w Polsce a mianowicie wypas koni.
Szwecja ma rasę zwaną gotlandsrusset (Equus ferus caballus L.), rasę koni zagrożoną wyginięciem, która doskonale nadaje się i jest przystosowana do życia wypasowego w takich warunkach.

Aby ją sprawdzić przeprowadził Pablo Garrido trzyletnią próbę terenową ma powierzchniach próbnych, ogrodzonych i częściowo leśnych w okolicy Uppsali.
Badano trzy czynniki: siłę wypasu, obgryzanie drzew i wybór drzewek.

W okresie zimowym, gdy brakowało trawy, regulowały i różnicowały konie strukturę lasu poprzez selektywne obgryzanie drzewek. Poprzez to tworzyły one las jasny i przejrzysty, tą klasyczną dąbrowę świetlistą (nawiasem mówiąc jest to nazwa ładniejsza od „öppna eklandskapet” która oznacza po prostu „otwarty krajobraz dębowy”.) Jesion był przez nie wybierany w 71% a sosna tylko w 19%. Konie lubiły też dęby, jarzębinę i iwę, a unikały obok sosny również i świerka.
Wypas miał pozytywny wpływ na bogactwo biologiczne łąk a w ślad za tym wpływał dodatnio na obecność motyli i trzmieli (Bombus) i wprowadzenie koni do użytkowania öppna eklandskapet zostały ocenione bardzo dodatnio przez Pablo Garrido Rodriguez.

Ta metoda zagospodarowania krajobrazów dębowych, podsumowuje on, może dać nowe możliwości dochodów dla rolnika, popierać regionalne wysiłki gospodarzy tych terenów w zachowaniu bogactwa przyrodniczego oraz promować utrzymanie zagrożonej i rodzinnej rasy koni. No i jest metodą stosunkowo tanią.

 

Skickat från min iPad

Szybkie metody zbierania informacji o lesie.

 

Szybkie metody zbierania informacji o lesie.

Nawet bardzo szybkie jak opisuje szwedzki instytut naukowy Skogforsk w https://www.skogforsk.se/nyheter/2017/det-gar-rasande-snabbt-att-fa-battre-koll-pa-skogen/
Szwedzka gospodarka leśna rejestruje od roku 2014 każdą sztukę drewna wyrabianą przez harvestery. Trzy kłody na sekundę, dziesięć tysięcy na godzinę i miliard w ciągu roku, pisze Skogforsk.
Instytut rozbudował w ostatnich dwu latach bazę naukową z danymi pobranymi z komputerów harvesterów pracujących w szwedzkich lasach. Wcześniej były takie badania za bardzo skomplikowane i ich rezultaty opierały się danych dotyczących tylko kilkuset sztuk drewna.
Dzisiejsza technika gromadzenia danych opiera się na programie StanForD i o nim można dowiedzieć się nieco więcej z linku w cytowanym artykule: Läs mer om StanFordD, również w języku angielskim.
Daje to informacje nie tylko o jakości i ilości surowca, ale przede wszystkim możliwości dopasowania surowca do wymagań odbiorcy, dopasowania odbiorcy do odpowiedniego surowca, efektywnej współpracy, logistyki i innych rozwiązań, zmierzających do zmniejszenia kosztów produkcji u wytwórcy, u odbiorcy a co najważniejsze u konsumenta.

Ale las to nie tylko surowiec drzewny czy gospodarka leśna.
Las to również zwierzyna w nim żyjąca. W gorącej atmosferze dyskusji za i przeciw łowiectwu oraz sporemu odzewowi na hasła typu Nie podaję ręki myśliwych powinni krytycy dostrzec wagę naukową i praktyczną zbierania informacji dotyczących odstrzału zwierzyny, jej jakości, rozmieszczenia jak i dla ustalenia wielkości populacji poszczególnych gatunków na danym terenie. Informacji które zbierają myśliwi poprzez i w ciągu swojej działalności. Informacji które naukowcy z różnych dziedzin wykorzystują w swojej pracy.

Śledzę polskie spory na temat łowiectwa i myślistwa raczej dosyć dokładnie, ale podkreśliłbym tutaj słowo raczej i nie chcę wypowiadać się w sposób kategoryczny. Moim jednak zdaniem waga polskich myśliwych w zbieraniu danych naukowych jest jakby przemilczana czy pomniejszana i powiedziałbym że w tej dziedzinie króluje PC czyli Political correctness, w którym naukowcy boją się wychylić z uznaniem dla tych którym nie powinno podawać się ręki.

Portal Łowiec polski z 27 listopada zawiera ciekawą informację na ten temat, z odpowiednim tytułem Monitoring myśliwski http://lowiecpolski.info/artykul/mysliwski-monitoring/

Jednym z najważniejszych źródeł do ustalenia wielkości populacji dużych drapieżników jest tutaj w Szwecji metoda masowego zbierania wszelakiej informacji (ślady, odchody, sierść, fotografie, filmy itp.) na ich temat w czasie corocznego polowania na łosie, które trwa na terenie kraju od 4 września do 28 lutego (różne terminy w zależności od województwa (län) i regionu).

Ta metoda jest decydująca dla ustalenia wielkości populacji wilka, niedźwiedzia, rysia, rosomaka i orła przedniego, szwedzkiej tzw. wielkiej piątki zwierząt drapieżnych, choć oczywiście nie jedyna. Czysto organizacyjnie inwentaryzacja przeprowadzana jest według instrukcji Naturvårdsverket (szwedzka GDOS), inwentaryzację planują i przeprowadzają Länsstyrelsen (Urzędy Wojewódzkie) we współpracy głównie z myśliwymi i wsiami samijskimi oraz z organizacjami NGO. Informacje przesyłane są do centrali badawczej Viltskadecenter przy szwedzkim SLU (Sveriges Lantbruksuniversitet) która zestawia i prowadzi podobną statystykę.

Bez współpracy z myśliwymi, którzy często są również prywatnymi właścicielami lasów, niewiele byśmy wiedzieli, taka jest opinia szwedzkich naukowców. Oraz oczywiście bez współpracy z Samami, dodają naukowcy grzecznie, chociaż z tą współpracą różnie bywa, czego dowodzi dzisiejsza informacja prasowa http://nsd.se/nyheter/sametinget-kritiserar-rovdjurskontroll-nm4704185.aspx Samowie uważają że inwentaryzacja rysi i rosomaków w województwie Norrbotten (północna Szwecja) jest grubo zaniżona. Wykazuje ona obecność 200 rysi i 200 rosomaków a ślady wskazują na zdecydowanie więcej. Artykuł z niewiadomych przyczyn zawiera zdjęcie wilków, chociaż ich obecność na terenach wsi samijskich jest raczej minimalna, a zawsze nielegalna.

A powracając do łosia, też gorącego polskiego tematu, to trzeba przyznać że jedyną pewną informacją ilości populacji łosia na terenie Szwecji jest ta dotycząca jego odstrzału w corocznych polowaniach (2016 – 82.097 sztuk) i tutaj zamieszczam statystykę wskazującą że szwedzcy myśliwi zachowali cenną sztukę zachowania i dobrego rozwoju tego gatunku w szwedzkim lesie https://jordbruketisiffror.wordpress.com/2015/09/23/antal-skjutna-algar-19511952-20142015/ Przy okazji widzimy też statystykę spożycia dziczyzny w Szwecji, które to spożycie, co prawda tutaj uważane za niezadowalające, też jest jednak efektem działania myśliwych.
W ostatnich latach to właśnie oni stoją po stronie łosia a przeciw gospodarce leśnej wielkich koncernów leśnych, również państwowego Sveaskog, żądającej zdecydowanie większego odstrzału łosia, chociaż to uzależnione jest od układu sił w administracji obwodów gospodarki łosiowej (trzech przedstawicieli właścicieli lasów, trzech przedstawicieli myśliwych).

Tutaj już wchodzę na inne tematy związane ze strukturą własnościową szwedzkich lasów jak i obowiązującego prawa Allemansrätten. Razem powstaje sytuacja w której np. zbieranie danych naukowych, wynikających np. z gospodarowania lasem czy zwierzyną jest tutaj w Szwecji łatwiejsze, obszerniejsze i przyjemniejsze zarówno dla właściciela lasu, myśliwego, członka organizacji NGO jak i dla naukowca, w porównaniu do badań naukowych prowadzonych na terenach polskich Lasów Państwowych. Takie mam odczucie po 5-letnim śledzeniu i porównań leśnej gospodarki szwedzkiej i polskiej.

Badania naukowe na terenie Puszczy Białowieskiej przeprowadzone w roku ubiegłym przez kilka tysięcy oddelegowanych pracowników Lasów Państwowych byłyby niemożliwością szwedzką. Z prostej przyczyny – skąd wsiąść tutaj tych kilka tysięcy pracowników Sveaskog, skoro razem z dyrekcją jest ich trochę ponad 800 osób? No i w polskie założenie że gospodarka leśna prowadząca czynną ochronę lasu jest lepsza od biernej ochrony lasu czyli bez gospodarki leśnej, w sensie oddziaływania na i zachowania przyrody, w takie założenie nie wierzą nawet dyrektorzy Sveaskog. Certyfikaty FSC i PEFC wystarczają, mówią. Potem wystąpiłby tutaj najprawdopodobniej problem obiektywności, gdyby w badaniach brali udział pracownicy Skogsstyrelsen, koncernów leśnych czy Sveaskog oraz właściciele lasów.

Ale najważniejszym jest fakt że szwedzcy działacze i aktywiści ochrony przyrody czy środowiska nie mają problemów w zebraniu danych na temat gospodarki leśnej zarówno w terenie, w lesie, czy w urzędach. Porównywalnych do tych problemów z którymi spotykają się ich polscy odpowiednicy, sądząc z polskiej prasy.

W każdym razie w szwedzkich lasach nie ma jeszcze strażników z bronią, kajdankami, pałką i ubranych w kamizelki kuloodporne. Już sam ich brak tworzy zbieranie danych naukowych prawdopodobnie przyjemniejszym. I pewno bardziej obiektywnym.

Tutaj proponuję kandydatom na stopień doktora nauk leśnych właśnie ten temat pracy doktorskiej: „Wpływ obecności uzbrojonej Straży Leśnej w lasach zarządzanych przez Lasy Państwowe na jakość i obiektywność danych naukowych zbieranych w tych lasach.”

Zwolennik braku leśnika czy myśliwego w polskiej gospodarce leśnej czy łowieckiej nie przyjmie prawdopodobnie mojej argumentacji o wykorzystywaniu danych z rzezi drzew czy mordów ma zwierzętach do badań naukowych jako argumentacji wiarygodnej i godnej zaufania czy przynajmniej rozważenia.
Na takie uwagi mogę odpowiedzieć tylko jedną – proszę opracować wiarygodne, godne zaufania i rozważenia alternatywy dla aktualnej gospodarki leśnej i łowieckiej.
Takie alternatywy przydałyby się istniejącym gospodarkom, o tym jestem przekonany a ludziom protestującym przeciwko tym gospodarkom dodałyby wiarygodności.

Tekst – Tadeusz Ciura

Skickat från min iPad

Robert Grzeszczyk jest leśnikiem myślącym i refleksyjnym.

Robert Grzeszczyk jest leśnikiem myślącym i refleksyjnym.

Jak wielu podobnych leśników nie jest już pracownikiem Lasów Państwowych, czym bynajmniej nie sugeruję iż w Lasach Państwowych brakuje leśników myślących i refleksyjnych. Są, na pewno są, tylko ich nie widzimy i nie słyszymy w sytuacjach krytycznych dla swojej organizacji, sytuacjach wymagających myśli i refleksji. Powiedziałbym że w sytuacjach które nie są opisane kolejnym zarządzeniem Dyrektora Generalnego LP.
Lub do których rozwiązania nie nadaje się intelektualny współczynnik Tomaszewskiego ι (οd słowa ιδιοφυΐα – geniusz).

Czym jest nieco inny współczynnik Tomaszewskieg, ochrzczony przez niego i jego współpracowników oficjalnym współczynnikiem τ ( wymowa tau)?

Robert Grzeszczyk jest autorem bardzo interesującego artykułu, opublikowanego w dwu częściach w Lesie Polskim 7/2017 oraz 15-16/2017 oraz na swoim blogu, wartym rekomendacji dla właśnie leśników myślących i refleksyjnych, myślących bez pomocy Konrada Tomaszewskiego i jego współczynników.
http://robertg.blog.ekologia.pl/smog-i-smok-a-lasy-weglowe,2513

Współczynnik Tomaszewskiego τ nie jest jeszcze znany szerszemu gronu, poza czytającymi go (zakładam że bez specjalnego entuzjazmu) leśnikami. Wymieniony został w jego zarządzeniu jako Dyrektora Generalnego LP z dnia 17 stycznia 2017 i jako „Współczynnik Tomaszewskiego (τ)” ma być główną cechą siedliska leśnego, jego węglowości we wszystkich dostępnych warstwach.

Las administrowany przez Lasy Państwowe ma być od 17 stycznia 2017 roku przede wszystkim zbiornikiem węgla który z kolei staje się zasadniczym elementem trwale zrównoważonej gospodarki leśnej. Tej przez nas na Monitorze Leśnym honorowanej zawsze dużymi literami i skrótem TZW gospodarka leśna.
Z tym że najwyższy czas na dodanie jeszcze jednej wielkiej litery W oraz stworzenie skrótu TZWW co oznacza Trwała Zrównoważona Wielofunkcyjnie Węglowa gospodarka leśna.

Czego widocznym i odczuwającym efektem dla wszystkich Polaków, nie tylko leśników, będzie wkrótce smog, stwarzamy przez Spalarnie energetyczne spalające drewno energetyczne wyprodukowane przez TZWW gospodarkę leśną.

Kilka zdań z blogu Roberta Grzeszczyka odzwierciedla jego opinię o takiej gospodarce:

„Smok głupoty i irracjonalizmu fruwa po centrali leśnej od dawna.
W amoku można tworzyć różne rzeczy: leśne programy węglowe, „ekologiczne” spalarnie drewna. Można kontrolować prywatne tartaki. Być może zapadną też decyzje wskazujące prywatnym odbiorcom profil produkcji, kierunki odbioru a nawet i zbytu. Bo skoro „leśnik” decyduje na co ma być przeznaczony surowiec – na spalenie, to może zadecydować i w innych sprawach?
Wciąż za to nie ma zarządzenia o …. umundurowaniu. Może papiru czasowo brakło.
A LP mają coraz mniejszy majątek. A ludzie coraz mniejsze emerytury.
Lasy państwowe w Czechach wpłacają rocznie do budżetu kraju około 500 milionów złotych i zwiększają stan posiadania w oparciu o wykupy rynkowe, nie łamiąc zasad wolnego rynku prawami pierwokupu. Austriackie zaś inwestują w elektrownie wodne – z całą pewnością przydadzą się Austrii i Austriakom.
I choć wdzięczny jestem Pani dr hab. inż. Bogusławie Łapczyńska-Kordon za szereg informacji o smogu i możliwościach udziału w nim (lub nie – w zależności od wielu warunków i elementów) drewna z lasu, to brak w nim recepty na SMOKA. Wiem że przewietrzenie może mieć zbawienny wpływ nie tylko w przypadku smogu.”

Temat podjęty przez Roberta Grzeszczyka jest wart myśli i refleksji a temat „przewietrzenia” jest jednym z głównych naszych tematów na Monitorze Leśnym.

Przewietrzenie Lasów Państwowych jest jednym z elementów recepty na smoka i tutaj Robert Grzeszczyk ma już od dawna swoje ugruntowane i wyrobione zdanie, publikowane wielokrotnie w prasie i na sieci.

Ale i twórcy współczynnika τ Konradowi Tomaszewskiemu nie można odmówić braku recepty i to recepty biorącej pod uwagę gospodarkę kraju a nie tylko TZWW gospodarkę leśną.

W gruncie rzeczy recepta ta jest bardzo prosta – podobnie jak w lesie przez niego administrowanym w którym węgiel jest czynnikiem najważniejszym tak i w gospodarce kraju oraz w energii jej potrzebnej najważniejszy jest węgiel.
I w takiej konstrukcji recepty nie widzę różnic pomiędzy Konradem Tomaszewskim a Robertem Grzeszczykiem.

Pan Robert stawia na surowiec drzewny, jest zwolennikiem wyższej granicy pozyskiwania rocznego przyrostu drewna i tutaj podaje często przykład Szwecji (75% – 90 mln m3 na 120 mln m3 w roku 2014) w stosunku do polskiego (tutaj pewny nie jestem bo statystyka jest zmienna, w każdym razie od 55% do 65%) oraz jest przeciwnikiem pozostawiania drewna w lesie na zgnicie, czyli tzw. drewna martwego, które to drewno określa mianem drewna magdalenkowego.

Pan Konrad zgadza się prawdopodobnie, jako klasyczny upolityczniony dyrektor generalny, z oceną transformacji magdalenkowej ale wątpię czy w drewnie martwym widzi przykład na marnotrawstwo, bo przecież chyba pozostało w nim po latach służby LP trochę świadomości polityczno-przyrodniczej? Oraz stawia na węgiel no i niezależnie od współczynników, na drewno, czego dowodzi rosnące pozyskanie drewna.

Obydwaj Panowie są zgodni iż należy postawić w rozwoju gospodarki polskiej na surowce, te dostępne Polakom. Bo w przeciwnym przypadku wykorzystają to Niemcy czy Szwedzi i tutaj w swoim patriotyzmie są również zgodni.

To zresztą ciekawy temat, ten związany z eksportem polskiego surowca. Że Szwedzi wykorzystują już wyrównanie cen na surowiec drzewny i eksportują swoją tarcicę i materiał budowlany do Polski, to przykład Södra pokazuje https://www.sodra.com/sv/om-sodra/pressrum/pressmeddelanden/2415870/
Natomiast nigdy nie słyszałem o eksporcie surowca drzewnego ze Szwecji do Polski. Szwedów nie stać na takie marnotrawstwo materiału, jak np. eksport drewna bukowego z Puszczy Bukowej do Niemiec. I tutaj przypomina mi się informacja strony FB Skogssällskapet o roli patyczków bukowych przy produkcji lodów. Okazuje się że europejską potęgą są tutaj Niemcy. A Szwedzi, zapytał się jeden z komentatorów? Niestety, ostatnią fabrykę zamknęli w roku 2000 https://www.di.se/artiklar/2000/7/19/glasspinnefabrik-trillar-av-pinn/
Jak to jest z tymi patyczkami w Polsce? Też zlikwidowano?

Obydwaj Panowie zgadzają się też w niskiej ocenie wartości istnienia ruchów ochrony środowiska, chociaż tylko Pan Konrad jest zgodny ze swoim duszpasterzem w określaniu tych ruchów jako dzieła Szatana.

I polityka przyrodnicza Lasów Państwowych jest moim zdaniem polityką w której ta organizacja nie może zdecydować się na jednolitą linię.
Konfrontacje z międzynarodowymi organizacjami ochrony środowiska przyniosły, przynoszą i będą przynosić tylko klęski a jednak obaj starsi panowie brną w nie z oporem wartym lepszej sprawy.

Konfrontacje z Trybunałem Sprawiedliwości czy Unią Europejską mogą przynieść tylko porażki a jednak obaj starsi panowie działają praktycznie zgodnie z powiedzeniem ” po nas choćby potop” co z uwagi na ich wiek jest zrozumiałe.

Konfrontacje z przyrodniczą nauką polską i międzynarodową przynoszą starszym panom tylko kompromitacje co zdecydowanie i negatywnie zaważy na ich śladzie w historii późnych Lasów Państwowych. Chociaż Konrad Tomaszewski prawdopodobnie zdaje sobie z tego sprawę i dowodem na poprawienie tego śladu jest próba stworzenia współczynnika τ.

Obydwaj starsi panowie nie zrobili nic dla koniecznego zreformowania kolosa Lasy Państwowe, dlatego używam określenia „późne LP”. Wręcz przeciwnie dołożyli jeszcze gliny na wzmocnienie jego nóg.

I tutaj zdecydowanie zgadzam się z Panem Robertem Grzeszczykiem że nie ma ważniejszego zadania dla odpowiedzialnego, myślącego i refleksyjnego leśnika jak zreformowanie tej organizacji i dopasowanie jej do wymagań dzisiejszych czasów, wymagań przyrodniczych, gospodarczych i politycznych.

Moim zdaniem jest to dopasowanie zbudowane na kompromisie a nie na konfrontacji, na powrocie do realnej i rzeczywistej roli leśnika, czyli jego powrocie do lasu, na obraniu z cebulowych warstw głupoty i irracjonalizmu roli leśnika w jakie obrosła ona po roku 1991, jednym słowem dopasowanie do dzielenia się z korzyściami z zarządzanego przez leśnika lasu ze społeczeństwem i Państwem, do którego ten las należy.

I jeżeli Konrad Tomaszewski chce przejść do historii organizacji zarządzanej przez siebie jako ten który zapobiegł katastrofie Titanica to powinien postawić na współczynnik σσ – Σοφία – mądrość, συμβιβασμός – kompromis.

Tekst: Tadeusz Ciura

 

Skickat från min iPad

Rumuńskie pierwotne lasy bukowe a sprawa polska.

 

Rumuńskie pierwotne lasy bukowe a sprawa polska.

Profesor Rainer Luick z Uniwersytetu w Rottenburg jest na pewno znany czytelnikom Monitora Leśnego jak i sądzę, poniższy tekst.
To opracowanie powinni przeczytać wszyscy zainteresowani tematem zachowania w Europie lasów bukowych, pierwotnych i starych, a zwłaszcza tych ujętych na listę UNESCO Heritage.
http://www.saveparadiseforests.eu/wp-content/uploads/2017/11/Suceava_2017_03112017_Luick_MS.pdf
Niezależnie od wartości naukowych tej pracy i tutaj nie mogę się powstrzymać od uwagi, że styl opracowania przydałby się polskim pracom naukowym, to wnioski, te polityczne, wypływające z tekstu zawartego w pracy profesora Rainera Luicka i jego zespołu wskazują wyraźnie na, cytuję:
„HARVARD, IKEA & SCHWEIGHOFER are just the “Iceberg“ of landgrabbing, exploitation and destruction of resources like virgin and old-growth forests in Romania”.

O Ikei i zakupie przez nią lasów w Rumunii pisaliśmy m.in. w Lasy w Rumunii, oczami Szwedów. a ja przypominam szwedzki tekst na ten temat
https://www.svd.se/ikea-blir-skogsagare-i-rumanien

Związek pomiędzy Ikea a dewastacją lasów pierwotnych nie jest tematem nowym dla szwedzkich organizacji ochrony przyrody. Cytują one często wycinkę lasów w rosyjskiej Karelii przez Swedwood, firmę córkę Ikei, w roku 2012, jako przykład. Wymienia się też przy okazji milczenie na ten temat, już od roku 2010, największej szwedzkiej organizacji ochrony przyrody Naturskyddsföreningen.

Ale o ewentualnych korupcyjnych powiązaniach Ikei w Rumunii pisano niewiele do tej pory, przynajmniej tutaj w Szwecji. Mimo iż poniższe wyniki dochodzenia znane były już od ponad roku.
https://www.occrp.org/en/investigations/4990-ikea-s-forest-recall

Dopiero praca naukowa poważnego naukowca oskarżająca otwarcie Harvard University, Ikea i Schweighofer o współpracę ze skorumpowanymi firmami i politykami rumuńskimi, którzy poprzez oszustwa i nadużycia oszukali Państwo, wykorzystując reprywatyzację lasów po roku1989, wywołała tutaj większe poruszenie. Jak duże to zobaczymy, ale pewno nie większe niż te dotyczące Karelii.

Profesor Rainer Luick uważa że znaczna cześć rumuńskich lasów Ikei składa się z lasów pierwotnych oraz zbliżonych do pierwotnych i taki las należy bezwzględnie oszczędzić a nie wycinać.

Dwie trzecie nienaruszonych lasów pierwotnych UE ( virgin forest) znajduje się w Rumunii, mówi on. Kilka obszarów leśnych leży w Bułgarii i Słowacji. Polski nie wymienia.
Z pracy, cytowanej powyżej, wynika że 70% pozyskania drewna w Rumunii zachodzi aktualnie na terenach chronionych, takich jak Natura 2000 i parki narodowe. To oznacza, według profesora Rainera Luicka, że do końca 2017 wytnie się w Rumunii połowę lasów pierwotnych.

I to jest możliwe bo Ikea chce podwoić swoją sprzedaż do roku 2020, pisze na innym miejscu czasopismo Svenska Dagbladet. Do osiągnięcia tego celu potrzebny jest Ikei większy dostęp do surowca drzewnego i to tylko takiego który ma certyfikat FSC.
A taki zapewniają Ikei lasy rumuńskie w których FSC współpracuje z Ikea i WWF dla osiągnięcia celu, czyli wycinek zgodnych ze standardem certyfikatu.

Czy można ufać FSC w takich sytuacjach? Nie, odpowiada inna szwedzka organizacja ochrony przyrody, Skydda Skogen i w identyczny sposób postępowała Ikea w Karelii przed 5-7 laty.

Cytowane Organized Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP) opisuje dokładnie metody przejmowania lasów państwowych w Rumunii po roku 1989, przy pomocy fałszywych świadectw, przekupstwa, przemocy, korupcji i prania pieniędzy.
Uniwersytet w Harvardzie zakupił takie lasy, przy pomocy swego funduszu inwestycyjnego oraz poprzez pośredników. Po to aby po kilku latach odsprzedać Schweighofer i Ikei. Również poprzez pośredników i tutaj wymieniana jest firma Greengold (prawda jaka pasująca nazwa?) w której udziałowcem był i jest, od roku 2015, były szwedzki premier (1996-2006) Göran Persson.

Greengold zarobił na transakcji z Ikea 100 mln kr (1 kr=0,43 zł) a Göran Persson? Mniejszą sumę, powiedział dziennikarzom, ale nie wiadomo jak mniejszą, w każdym razie udziałowcy otrzymali do podziału 59,5 mln kr
https://www.expressen.se/dinapengar/goran-persson-kopplas-till-skogsskandal/

Cała ta afera z Ikea powinna przekonać polskich czytelników że nie ma nieprzekupnych nacji, mimo umieszczenia przez profesora Rainera Luicka krajów skandynawskich na czele takiej listy, a Rumunii daleko w tyle. No ale nie sądzę aby czytelnicy krajowi byli tym specjalnie zaskoczeni.

Mamy więc kilka faktów, czy do powiązania, tego nie wiem, ale wartych poznania do stworzenia pewnego obrazu.

Pierwszy to główna rola naukowca niemieckiego w ochronie lasów rumuńskich. Nie niemieckich, ale rumuńskich. Rola jako naukowca z kraju decydującego o ochronie przyrody i nie tylko, w UE.
Naukowiec oskarża przedsiębiorstwa ze Szwecji i Austrii w imię zasad swoich przekonań naukowych i osobistych, opierając się na prawie UE i jej dyrektywach ochrony środowiska
Ale nie oskarża przedsiębiorstw niemieckich, mimo iż prawdopodobnie też działały i działają w Rumunii. Albo przynajmniej wykorzystują drewno z chronionych lasów rumuńskich.

Drugi fakt to współpraca organizacji ochrony przyrody Robin Wood ze szwedzką organizacją Skydda Skogen. Obie te organizacje współpracują aktualnie z sobą przy zorganizowaniu niedawnego protestu 70 firm przemysłu drzewnego z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii i Szwajcarii przeciw wycinaniu lasów pierwotnych w Górach Skandynawskich przez szwedzki Sveaskog, SCA i Stora Enso
https://www.robinwood.de/sites/default/files/open_letter29novFSC_Sweden.pdf
Skydda Skogen jest też tą organizacją która nagłośniła obecność Ikea i Swedwood w Karelii roku 2012 i to dosyć agresywnie. Ikea podpadła jej najwyraźniej.
https://www.svt.se/nyheter/granskning/ug/ikea-avverkar-unik-urskog-i-skydd-av-miljoflagg

Potem mamy sytuację podobną do tego listu sprzed kilku dni ale z roku 2014.
https://www.aktuellhallbarhet.se/tyska-miljoorganisationer-vill-radda-svensk-gammelskog/
I znów Robin Wood, razem ze Skydda Skogen, Greenpeace oraz NABU wzywali szwedzki rząd do zaprzestania wycinki lasów pierwotnych, grożąc wezwaniem do bojkotu, który zrealizowali w końcu przed kilkoma dniami.

Te fakty świadczą o decydującej roli niemieckich organizacji ochrony przyrody w jej ochronie poza granicami Niemiec. Ale w Unii Europejskiej. Oraz o dobrej wzajemnej współpracy tych organizacji z innymi w UE.

Ale czy równie chętnie Robin Wood chroni swoją rodzimą przyrodę? Może ktoś znający język niemiecki potrafiłby odpowiedzieć?
Natomiast nie pojawiła się jeszcze ta organizacja w Polsce i w Puszczy, na szczęście bo na pewno stworzyłoby to politycznie delikatną sytuację.

Te powyższe fakty tworzą obraz namalowany pędzlem przyrodników. Wycinki lasów chronionych, korupcja, przestępstwa, czas z tym skończyć i na czele protestu idealistyczni obrońcy przyrody z Europy zachodniej o odpowiedniej nazwie Robin Wood. Ale można namalować też obraz innymi barwami i z inną treścią.

Trudno leśnikowi, niezależnie od kraju, uwierzyć w te pierwotne lasy znalezione przez profesora Rainera Luicka w Rumunii, zwłaszcza po 45-letnim okresie gospodarowania komunistycznych lasów państwowych RomSilva.

Trudno uwierzyć że Ikea gospodaruje w swoich rumuńskich lasach w sposób dewastacyjny, tak jak to przedstawia OCCRP, Robin Wood i Skydda Skogen, skoro tak duży nacisk kładzie ta firma na certyfikat FSC, certyfikat obowiązujący każdą gospodarkę i przemysł leśny w Europie, przemysł nastawiony na sprzedaż swoich produktów, a przecież Ikea jest klasycznym tego przykładem.

Nietrudno przyjdzie leśnikowi rumuńskiemu odpowiedzieć na podobne zarzuty.
Wystarczy przypomnieć tylko innym, tym go atakującym, iż gospodarka leśna w Unii Europejskiej jest, jak na razie, domeną krajową i Unia Europejska nie ma prawnie, poza Dyrektywą Środowiskową oraz ptasią, wiele do powiedzenia.
Tutaj leśnik rumuński analizuje na pewno dokładnie rozwój wydarzeń związanych z polską Puszczą Białowieską.

Leśnik rumuński mógłby też postawić niemieckiemu profesorowi i niemieckim, angielskim czy holenderskim organizacjom ochrony przyrody pytanie w stosunku do nich niedelikatne, postawione już zresztą przez profesora Jana Szyszko – jak u nas są ostatnie bukowe lasy w Europie to gdzie są te przedostatnie, kiedyś rosnące u was? Poza tymi kilkoma bukami u Petera Wohllebena? Czy nie na wycince swoich lasów zbudowaliście przypadkiem, m.in. swoją potęgę gospodarczą? I nie tylko gospodarczą. Może my, Rumuni, sami zadecydujemy o swoim wyborze skoro prowadzimy taką samą certyfikatową gospodarkę leśną jak wy w Niemczech?

Ale nie postawi bo po co? Profesor Rainer Luick jest w gruncie rzeczy jego sprzymierzeńcem, politycznym co prawda, nie przyrodniczym, ale sprzymierzeńcem.

Ten obraz leśnika rumuńskiego (jak i polskiego) jest dla mnie równie wiarygodny jak obraz przyrodnika niemieckiego czy europejskiego.

Obie strony używają swoich pędzli i swoich metod artystycznych. Obie strony stawiają też na rozwiązania polityczne, w swojej naturze identyczne, rozwiązania bazujące na nakazach i zakazach. Obie strony mają swoje naukowe, okopane argumentami, obozy. Obie strony prowadzą klasyczną wojnę podjazdową. I do kompromisu daleko.

O sztuce kompromisu leśnika polskiego pisaliśmy choćby tutaj Polskiego leśnika chęć do kompromisu.
O klasycznym przykładzie wojny przyrodników z polskimi leśnikami czy leśników z polskimi przyrodnikami, opierającym się na sytuacji w Puszczy, pisaliśmy jeszcze więcej, choćby tutaj Motywacje leśników a Białowieski Park Narodowy. Część pierwsza. jak i w Motywacje leśników a Białowieski Park Narodowy. Część druga. oraz w Motywacje leśników a Białowieski Park Narodowy. Część trzecia, ostatnia.

Decydującym argumentem leśnika jest ten o krajowym charakterze gospodarki leśnej w UE, o potrzebie zachowania specyfiki tych gospodarek.
Decydującym argumentem przyrodnika jest ten że przyroda nie zna granic krajowych.

Obie strony mają rację i oba sposoby argumentowania oddają argumentację dotyczącą przyszłości Unii Europejskiej.

W tym kontekście stawia istotnie minister Jan Szyszko polskie leśnictwo ma czele obozu tradycjonalistów chcących Unii Europejskiej będącej unią gospodarczą a nie polityczną.

Czy polskiemu leśnictwu opłaci się honorowa rola chorążego z takim sztandarem?
Ja tam nie wiem, ministrem czy dyrektorem generalnym nie jestem. Polskiemu leśnictwu jak i polskiej gospodarce potrzebny jest natomiast rozwój i fundusze. Czy wpłyną one jednak do kraju walczącego z ośrodkami decydującymi o ich przydziale?

Napisałem że leśnik rumuński śledzi prawdopodobnie z uwagą polski konflikt puszczańsko-unijny.

Chce Europa zachować nasze lasy pierwotne? Chce przemysł niemiecki uderzyć w leśny przemysł skandynawski? Chce leśnictwo europejskie uderzyć w FSC? Chce niemiecki czy angielski naukowiec chronić nasze lasy?
Ja myślę że rumuński leśnik odpowie – Proszę bardzo. Nam to nie przeszkadza, dopasujemy się. Do strony silniejszej, dysponującej funduszami, przekazanymi nam, Rumunom i Rumunii.

Jeszcze nie jesteśmy najlepszą w świecie Trwałą, Zrównoważoną i Wielofunkcyjną Gospodarką Leśną i nie musimy bronić jej honoru. Euro nam wystarczy.

Skickat från min iPad

Dziczyzna po polsku.

 

Dziczyzna po polsku.

Moim zdaniem akcja otwierania przez Lasy Państwowe specjalistycznych sklepów z dziczyzną jest i będzie ekonomicznie nieopłacalna.
Z naciskiem na ekonomicznie.

Ale podtrzymywana przez Fundusz Leśny Lasów Państwowych opłaci się ona dla LP bo jej głównym, dzisiejszym celem, jest prawdopodobnie poprawienie reklamowego obrazu LP, tak mocno nadszarpniętego przez protesty w Puszczy Białowieskiej.
Fundusz Leśny Lasów Państwowych jest nieprzeniknioną i tajemniczą instytucją, zwłaszcza dla tych którzy usiłują się dowiedzieć czegoś konkretnego na jego temat korzystając z materiałów dostępnych dla społeczeństwa.
Mając więc takie muskuły finansowe powinny sklepy z dziczyzną jako forma promocji dziczyzny stać się udanym przedsięwzięciem.

Przynajmniej do czasu kiedy finanse Funduszu Leśnego wejdą pod lupę instytucji kontrolnej niezależnej od polityki i Lasów Państwowych. A istnieje taka?

Na temat dziczyzny wypowiadał się już przed kilkoma miesiącami reklamowy guru Lasów Państwowych w http://m.portalspozywczy.pl/mieso/wiadomosci/lasy-panstwowe-nie-chcemy-budowac-sieci-handlowej-sklepow-z-dziczyzna,149432.html
a ja dodaję że ten angielski skrót CRS oznacza Społeczną Odpowiedzialność Biznesu.
Ciekawostką jest według mnie fakt, iż Lasy Państwowe mówiąc o CRS przyznają się tutaj otwarcie do bycia biznesem, co im za często się nie przydarza, bo na ogół wspomagają tylko swoim działaniem administrację publiczną jak i oczywiście przemysł drzewny.

Ale w ostatniej prasowej informacji https://m.money.pl/wiadomosci/artykul/artykul,94,0,2393182.html dyrektor Konrad Tomaszewski powiedział:
„Budujemy sieć. Mamy sygnały, że wiele funkcjonujących sklepów, galerii handlowych chce wydzielać swoją przestrzeń dla sprzedaży tego typu produktów”.

A więc jednak biznes i spróbuję porównać ten polski do szwedzkiego.

Las Polski na FB opublikował 8 grudnia serię zdjęć z otwarcia pierwszego sklepu tej zapowiadanej sieci, w siedzibie DGLP w Warszawie.
Widzimy wiceministra, dyrektorów i naczelników oraz kapelanów, widzimy ekipę telewizji oraz reporterów no i obsługę sklepu. Jako społeczeństwo, domyślam się.

Oraz kilka cen i tutaj podaję też ceny w szwedzkich kr, dla porównań w dalszej części tekstu – zamiennik 2,38 (11.12.2017)
-comber sarni – 93 zł/kg (221 kr/kg)
– comber wędzony z jelenia – 82 zł/kg (195 kr/kg)
– polędwica (jelenia?) – 51 zł/kg (121 kr/kg)
– kiełbasa z dzika – 37 zł/kg (88 kr/kg)
– kiełbasa myśliwska z jelenia – 39 zł/kg (93 kr/kg)
– szynka wędzona z jelenia – 49 zł/kg (117 kr/kg)
– salami z jelenia – 39 zł/kg (93 kr/kg)
– krakowska sucha z jelenia – 78 zł/kg (186 kr/kg)

Tylko tyle cen udało mi się odcyfrować z dostępnej na Facebook fotografii.

Porównanie szwedzkie zacznę od przetłumaczenia:
Comber jeleni – hjortsadel
Comber sarni – rådjursadel
Polędwica – filé
Szynka – skinka
Mięso mielone – färs
Pieczeń – stek
Udziec – innanlår
Jeleń – hjort
Sarna – rådjur
Łoś – älg
Dzik – vildsvin

oraz dodaję zdjęcie.

Jakie mam ja możliwości kupna dziczyzny jako mieszkaniec Sztokholmu?

Spore. Zależy to od mojej ochoty pójścia czy pojechania na zakupy albo pozostania w domu i korzystania z sieci.

Wykorzystując internet wybieram np. https://www.googleadservices.com/pagead/aclk?sa=L&ai=DChcSEwjT8-KK8IHYAhWGHBsKHdY1DRwYABAAGgJ3bA&ohost=www.google.se&cid=CAASEuRodhs9jv09zvEppZnzSRg5SQ&sig=AOD64_1W98iZYMej_U4uCY0avIRwn4Dzaw&q=&ved=0ahUKEwjont6K8IHYAhVQIlAKHUmND2gQ0QwIIg&adurl=
i w ofercie tej firmy mam np. Lilla viltlådan co oznacza Mała paczka z dziczyzną z jelenia i dzika, zamrożoną, a w niej części z udźca, nerkówki i pieczeni w ilości 1 kg i mięso mielone, 1,25 kg. Całość kosztuje 765 kr (321 zł). Dostawa do domu, za darmo, w ciągu 5-10 dni.

Inną firmą dostarczającą dziczyznę do domu jest https://www.mathem.se/varor/vilt
Widzimy tutaj bogatą ofertę handlową i nasuwa mi się istotna uwaga z którą nie wiem jak poradziły sobie Lasy Państwowe.

W Szwecji droga dziczyzny od myśliwego do sklepu jest w zasadzie prosta i skomplikowana.

Skomplikowana w tym sensie że cena za upolowaną zwierzynę jest za niska i myśliwemu w wielu wypadkach nie opłaca się oddawać jej do punktu skupu. Zatrzymuje ją w swojej lodowce i o tej drodze oraz o dziczyźnie pisaliśmy tutaj w Dziczyzna i szwedzcy myśliwi.jak i w Mięso z łosia nęci. a bardziej ogólnie na ten temat pisał Robert Grzeszczyk w Zwierzyna wolna w klatce?
Przypominam też że w Szwecji łowna zwierzyna dzika należy do właściciela terenów łowieckich, często będącego myśliwym lub odsprzedających prawo do polowania myśliwemu.
Ale załóżmy że po polowaniu ląduje zwierzyna w punkcie skupu. Stamtąd przechodzi do zakładów masarskich przemysłu przetwórczego w których zamienia się w te widoczne na poprzednich zdjęciach opakowania, następnie hurtownicy handlu dostarczają je do sklepów, takich jak ten na ulicy Grójeckiej lub takich jak ten szwedzki.
Jak ta droga wygląda w Lasach Państwowych, które najwidoczniej chcą przejąć wszystkie opisane powyżej funkcje? Funkcje od dawna uregulowane zarówno w Polsce jak i UE konkretnymi przepisami i prawem?

Ale powróćmy do mnie, który ma w odległości spacerowej sklep spożywczy sieci coop, proponujący również dziczyznę, zwłaszcza teraz w sezonie łowieckim.
Mogę tam pójść i kupić albo znów zamówić na sieci z dostawą do domu https://www.coop.se/handla-online/varor/frys/kott-vilt/vilt

W czasie ostatniej wizyty kupiłem tylko kiełbasę z łosia, cena 95 kr/kg czyli 40 zł/kg ale moim zdaniem nie jest to produkt mogący konkurować smakiem z kiełbasą krakowską lub żywiecką, którą czasem mogę kupić w podobnej cenie w tym samym sklepie.
Ceny za np. comber sarni (rådjursadel) 429 kr/kg czyli 206 zł/kg są zdecydowanie tutaj wyższe i jest to istotnie luksusowe mięso.

Istnieją też w Sztokholmie hale targowe, w tej chwili cztery, z butikami podobnymi do tego na Grójeckiej, ale większymi, właśnie z takim asortymentem towarów i traktowane jako miejsca handlu towarów powiedzmy luksusowych, w których tzw. śmietanka społeczna może w czasie zakupów zetknąć się ze zwykłym ludem i często jest to dla tej śmietanki jedyna okazja w życiu.
Mam nadzieję że ten butik na Grójeckiej nie będzie oscylował w tym kierunku, a w zasadzie mam pewność, no chyba że zwykły lud będzie traktował urzędników Dyrekcji Generalnej jako śmietankę społeczną…
Co nie jest niemożliwe patrząc na zdjęcia w Lesie Polskim.

Gdyby więc butik otwarty przez dyrektora Konrada Tomaszewskiego przenieść z Warszawy do Sztokholmu, to z takimi cenami, poza cenami kiełbasy, miałby ogromne powodzenie. Zwłaszcza ceny miodu polskiego, który powinien tutaj zrobić furorę. Nie mówiąc o oryginalnej kawie, którą z ciekawości kupiłoby wielu. A jak smakuje?

Ale powodzenie w handlu zależy od wielu rzeczy. Choćby od tych które już opisałem. Handel na sieci, dostawa do domu, a jak już butik to w galerii z innymi butikami, lub jako część dużego sklepu, bo przecież idąc na zakupy nie kupuję tylko mięso.

Butik z mięsem i wędlinami, tego typu jaki otwarły Lasy Państwowe jest prawdopodobnie najgorszym rodzajem biznesu dla fachowego handlowca. Egzotyczny dla Polaka towar, towar drogi, towar sezonowy, dostawy prawdopodobnie organizacyjnie niepewne, wąski asortyment towarów no i okresowe klęski takie jak ostatnio z dzikami i ASF. No bo kto rozsądny kupi teraz coś z dzika? Mimo zapewnień ze strony dyrekcji LP?

Wad mógłby taki handlowiec wymienić wiele ale być może pewne z nich staną się zaletami w spółce z takim partnerem jak Lasy Państwowe. Bo straty i to niewątpliwe Lasów Państwowych na takim interesie stają się w ten sposób zyskiem dla firm prywatnych współpracujących z LP.
I ponieważ Lasom Państwowym zależy na tym aby eksperyment z dziczyzną się powiódł to widzę świetlaną przyszłość w ciągu najbliższych kilku lat dla prywatnych handlowców zajmujących się jej sprzedażą. Bo chyba nie są oni pracownikami Lasów Państwowych? Albo?

Celem akcji ze sprzedażą dziczyzny, tym przynoszącym zaszczyt LP i nie jest to bynajmniej moją ironią, jest udostępnienie takiego mięsa dla społeczeństwa. Po cenach względnie dostępnych, co oznacza straty finansowe dla LP.
Uniknąć ich można jedynie poprzez współpracę Lasów Państwowych z przemysłem przetwórczym i spożywczym oraz eksport do krajów w których ta dostępna cena jest kilkakrotnie wyższa.
Ale wtedy celem staje się bogactwo kraju a nie poprawianie sobie wizerunku społecznego. Bo ja nie uważam że to co jest dobre dla Lasów Państwowych jest zawsze dobre dla Polski.

Minister Jan Szyszko przedstawiał w roku ubiegłym efektowne opisy jak to Niemcy zarabiają na polskiej dziczyźnie.

Był to moim zdaniem równie efektowny jak i efektywny opis nieudolności polskiego przemysłu czy polskich handlowców. Bo chyba nie brakuje w Polsce zakładów masarskich potrafiących dzielić i pakować tusze zwierzęce a następnie handlowców do sprzedaży takich produktów w Niemczech?

Bardzo nie lubię takich obrazów bo znów Polacy zaczynają występować w roli ofiar, podpowiadam więc szwedzki pomysł https://svenskjakt.se/start/nyhet/regeringen-vill-exportera-viltkott-till-kina/ z Chinami. Podobno udany.

Mogą Szwedzi eksportować mięso łosia do Chin i to z dużym zyskiem to i Polacy mogą robić to samo z mięsem jelenia a co najważniejsze w podobnej cenie.
Dlaczego mamy dać się wykorzystywać?

Przestańmy skarżyć się na innych że jemy za mało dziczyzny. Szwedzi dodaliby: zacznijcie polować.

Czy polscy myśliwi polują za mało? Tego nie wiem, w dzisiejszej atmosferze anty-myśliwskiej boją się niekiedy nawet przyznać że to robią ale w każdym razie butików z dziczyzną chyba jeszcze nie otwierają. I nie zachęcam ich do otwierania podobnych jak ten na Grójeckiej. Z prostej przyczyny, nie stać myśliwych na takie promowanie dziczyzny dla społeczeństwa.

Albo inaczej – zostawcie handel fachowcom i żądajcie tylko zysku od nich. Zresztą zysk wymusi na nich rynek.
Bo chyba mamy jeszcze wolny rynek w Polsce?

Tekst – Tadeusz Ciura

Skickat från min iPad

Panie nadleśniczy. Kawa? Koniak? A może kawa z koniakiem?

 

Panie nadleśniczy. Kawa? Koniak? A może kawa z koniakiem?

Przyjemną pracę ma Służba Leśna w tym przedświątecznym okresie. Podobnie jak w roku ubiegłym musi skontrolować dobrych kilka tysięcy tzw. podmiotów gospodarczych przerabiających surowiec drzewny. Kilka i kilka…Jeżeli w ubiegłym roku było ich 9.193 sztuk, 280 pośredników i 65 firm zagranicznych to w tym bieżącym, klęskowym przecież, może ta cyfra przekroczyć 10.000. Te przyjemności zawdzięczają terenowi leśnicy swemu dyrektorowi generalnemu i jego zarządzeniu z roku 2016.
Czy Konrad Tomaszewski przypuszczał że przyczyni się w ten sposób do podniesienia świątecznego nastroju wsród swoich poddanych? Nie jest to wykluczone, bo przecież pracuje w Lasach Państwowych te prawie pół wieku i nawet na swoich dyrektorsko-badawczych stanowiskach zetknął się prawdopodobnie z leśnikiem terenowym.

Ale ja wątpię czy podobne uczucia przeżywają właściciele czy pracownicy tych kontrolowanych podmiotów a w zasadzie mam pewność że za ich słowami „jedna kontrola więcej, co za różnica?” tkwi coś więcej niż zwykły stoicyzm prywatnego właściciela zakładu drzewnego przyzwyczajonego do wizyt takich czy innych, kontrolujacych go, urzędników.

Bo przecież Służba Leśna kontroluje swoich klientów, tych którym wcześniej sprzedała swoje produkty. Kontroluje użycie sprzedanych przez siebie produktów.
W wielu wypadkach kontroluje klientów z którymi ma dobrosąsiedzkie czy nawet przyjacielskie stosunki i na których zachowaniu powinno Służbie Leśnej zależeć. Jest to interesująca sytuacja i chyba niespotykana w innych branżach gospodarczych w Polsce. Mówię chyba, bo w kraju nie żyję, natomiast nie mam takich wątpliwości w odniesieniu do mego nowego kraju, Szwecji. W którym kontrolowany klient zwyczajnie i po prostu przestaje być klientem i wybiera mniej uciążliwego dostawcę.
Ale są to hipotetyczne rozważania, bo w Szwecji takich dostawców drewna po prostu nie ma.

Jak motywują Lasy Państwowe podobną działalność?

Szczytnymi oraz szlachetnymi celami i w to kontrolowane podmioty nie powinny wątpić.
Przeczytajmy co na ten temat mówili szefowie tej organizacji w http://www.e-handeldrewnem.pl/rynek-drzewny/kontrola-dostaw-i-obrotu-drewnem-krajowa-narada-lesnikow-08-02-2017r

A więc te cele to:

1.- Zobowiązania międzynarodowe.

Jakie? To wyjaśnia nam dyr. Konrad Tomaszewski „Kryterium geograficzne sprzedaży jest bardzo ważne, gdyż wpływa na decyzje marketingowe. Fakt, że drewno krąży po kraju jest złym rozwiązaniem. Jest to niedopuszczalne w świetle regulacji unijnych, w których zapisano, że surowiec należy przerabiać jak najbliżej miejsca jego pozyskania. Tym samym minimalizować drogi transportowe, co wpływa na ograniczenie emisji do atmosfery szkodliwych substancji, w tym dwutlenku węgla. Dlatego musimy śledzić, co się dzieje z surowcem.”

Argument o minimalizacji dróg transportowych i automatycznie minimalizacji emisji CO2 uderzył już w Konrada Tomaszewskiego wielokrotnie od czasu wypowiedzenia tych słów (luty 2017) i będzie uderzał dalej bo jest niedorzecznym i populistycznie politycznie poprawnym, ale zupełnie niepoprawnym gospodarczo. Dyrektor wysyłał, wysyła i będzie wysyłać drewno ze swoich nadleśnictw na drugi koniec Polski (jak np. z Puszczy Białowieskiej na południe Polski) bo celem nadrzędnym jest sprzedaż drewna a innego liczącego się transportu niż samochodowy nie mają Lasy Państwowe do swej dyspozycji. Tutaj Pan Konrad Tomaszewski wystawia się dobrowolnie na uwagi organizacji ochrony środowiska, no ale jego celem nadrzędnym jest przecież panowanie nad przemysłem drzewnym, dającym mu dochody. Który zresztą zaledwie przed kilkoma dniami pisał co myśli o kryterium geografii sprzedaży i jego stosowaniu przez leśników http://www.drewno.pl/artykuly/11044,pigpd-wzywa-do-anulowania-dotychczasowych-wynikow-procedury-sprzedazy-drewna-i-jej-powtorzenia.html

2.- Kontrola wierzytelności kontrahentów handlowych

Z uwagi na to że: „Deklaracje przetwórców drewna o lokalizacji i potencjale produkcyjnym mijają się z rzeczywistością. Zdarza się, że kontrahenci podają współrzędne zakładów, które w rezultacie okazują się np. miejscem przeładunku towarów w porcie szczecińskim lub na granicznej bocznicy kolejowej, albo też piątym piętrem w wieżowcu.”

Ten zwrot „piąte piętro w wieżowcu” jest interesujący bo przypomina mi od razu firmy tworzone w rajach finansowych typu Luksemburga w celu uniknięcia nadmiernych krajowych podatków. W zasadzie mówiąc o tym powinni leśnicy mieć obowiązek informowania odpowiednich służb finansowych. A zrobili to? Albo sami już są, co jest prawdopodobne, leśno-drzewną policją skarbową?

3.-Przestrzeganie zasad sprzedaży drewna.

Jest to istotne bo dyr. Tomaszewski jest znany z przestrzegania prawa oraz umów. Stoi coś napisane w umowie, której wzór sam stworzył to należy takiej umowy przestrzegać i basta.
A co stoi w umowie, napisanej przez niego?
„Każdy podmiot, który bierze udział w obrocie drewnem, a nie jest w strukturach LP, zgadza się z zapisami zarządzenia.”
Element legalizacji to jeden z czynników pozwalających na kontrolowanie, albo też konsultowanie się z podmiotami przerabiającymi surowiec drzewny. Uprawnienia kontrolne dotyczące legalności surowca, w świetle ustawy o lasach, posiada także Straż Leśna.” – wyjaśnił nam dyr. Konrad, jako klasyczny legista. https://pl.wikipedia.org/wiki/Legizm

4.- Przestrzeganie Ustawy o lasach z 1991 roku.

Bo, odpowiednio do powyższego punktu: „Uprawnienia kontrolne dotyczące legalności surowca, w świetle ustawy o lasach, posiada Straż Leśna”.
A uprawnienia strażnika leśnego ma nadleśniczy, jego zastępca, leśniczy i podleśniczy, co ilościowo zdecydowanie polepsza możliwość kontroli tych 10.000 podmiotów gospodarczych. Daje chyba jeden podmiot na jednego kontrolującego leśnika?

5.- Stworzenie „permanentnego systemu monitorowania punktów przerobu drewna w którym strażnicy leśni mają szczególną uwagę zwracać na park maszynowy czy też prawidłowość procesów inwestycyjnych.”

Ja nie wiem, czy dyr. Konrad Tomaszewski zdaje sobie sprawę że jego organizacja wchodzi przez to na na bardzo niebezpieczny teren oznakowany tablicą „Szpiegostwo gospodarcze”. Jak nie wie to radzę tutaj poczytaćhttps://pl.wikipedia.org/wiki/Szpiegostwo_gospodarcze a kontrolowanym podmiotom radzę skargi do sądów.
W dzisiejszym gorącym dla sądów okresie byłyby to w zasadzie sprawy proste i neutralne do rozstrzygnięcia.
Zdaję sobie też sprawę że UE nie stoi najwyżej w ocenie u pana dyrektora, ale mimo tego można i powinno się postawić mu pytanie: Jak jego praworządność i legizm ma się w tym przypadku do praworządności w Unii Europejskiej? Jak i zresztą w Polsce?

6.- Wyeliminowanie „Skrajnych przypadków czyli przedsiębiorców skupiających w swojej działalności funkcje zakładów usług leśnych oraz kupujących i przerabiających drewno okrągłe w miejscu wykonywanej pracy na rzecz LP.

Ehh, te skrajne przypadki… Szwedzi czy inne kraje przyjmą was z otwartymi ramionami, zapewniam, emigrujcie. Takich skrajnych przypadków potrzeba w każdym chcącym się rozwijać kraju.

7.- Wyeliminowanie konkurencji.

Bo: ” Kontrahenci zlokalizowani wzdłuż wschodniej granicy korzystają również z drewna wwożonego i to stanowi poważną konkurencję dla miejscowych nadleśnictw.”

Ehh, ci kontrahenci..wrogowie Polski, niemalże zdrajcy, konkurują z patriotyczną i arcypolską Służbą Leśną…która stoi na straży…no właśnie czego? Interesu Polski czy swojego, Lasów Państwowych?
Ja, co sądziłem że wszyscy Polacy zmierzający do rozwoju ściany wschodniej są patriotami…Są, ale tylko wtedy gdy zmierzają do rozwoju miejscowych, wschodnich nadleśnictw…

O kontroli przemysłu drzewnego przez Służbę Leśną pisaliśmy już w Polscy leśnicy, leśnicy nieporównywalni.
O chęci stworzenia państwa policyjnego na 1/3 powierzchni Polski pisaliśmy w Zielone anonimy, zielony faszyzm. i w Dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski melduje.oraz w Lasy Państwowe jak Puszcza Białowieska. Brunatnieją.
O upolitycznieniu organizacji PGL LP pisaliśmy m.in. w Bóg, Honor, Ojczyzna i Lasy Państwowe.
O metodach takiego upolitycznienia pisała Agata Agnieszka Konczał w „Antropologia lasu. Leśnicy a percepcja i kształtowanie wizerunków przyrody w Polsce” no i my w Diagnoza antropologiczna leśnika Lasów Państwowych.
O Lasach Państwowych piszą i inni a organizacja ta wyszła już dawno z cienia, afiszując się swoją siłą. Będąc z niej dumną. Widzącą w swojej sile siłę kraju.

To co jest dobre dla Lasów Państwowych jest dobre dla Polski. To dzisiejsze motto leśników państwowych.

Dałem powyżej kilka przykładów na te dobro.
Wynika z nich, rozumując logicznie, że kontrolowany przemysł drzewny, kontrolowane ZUL-e, kontrolowani przedsiębiorcy ze ściany wschodniej nie są dobrem dla kraju.
Już nie będę wymieniał organizacji ochrony środowiska walczących w Puszczy. Te, jak wiadomo, walcząc z Lasami Państwowymi, automatycznie, jako zdrajcy Ojczyzny, zasługują tylko na śmierć.

Przybywa leśnikom wrogów. Niepraworządnych, obrazoburczych, wielbiących szatana. Nie rozumiem, na co czeka jeszcze dyr. Konrad Tomaszewski.

Wystarczy przecież tylko dodać kilka paragrafów do Ustawy o lasach i założyć nową Berezę. Ściana wschodnio-południowa Lasów Państwowych jakby już była gotowa na podobne rozwiązanie.

Tekst: Tadeusz Ciura

Skickat från min iPad