Skandynawskie dyskusje o lesie – część druga.

Skandynawskie dyskusje o lesie – część druga.
Rok poprzedni przyniósł tutaj w Szwecji dosyć wysoką temperaturę w dyskusji o lesie. Te kilka artykułów opisanych przeze mnie wczoraj bynajmniej nie były jedynymi w Svenska Dagbladet czy Dagens Nyheter i pociągnęły za sobą kilkanaście dalszych o tytułach wskazujących na pewien wzór.

Bo o czym mogą pisać autorzy tekstów zatytułowanych w ten sposób:
– szwedzka gospodarka leśna to wielki i błędny krok w przyszłość
– aktywna gospodarka leśna jest najlepszą dla klimatu
– więcej stojących drzew zwiększa zapasy węgla w lesie
– porzućmy zręby całkowite ze względu na klimat
– gospodarka bezzrębowa wcale nie jest lepsza dla klimatu
– gospodarka bezzrębowa nie jest równoznaczna z ochroną lasu
– gospodarka leśna wpływa na ocieplanie klimatu bardziej niż się spodziewaliśmy
– plantacje zastępują szwedzkie lasy
– lasu szwedzkiego nie można porównywać z plantacjami
– brutalna gospodarka leśna zagraża naszym wartościom
– zachowajmy resztki wartościowych lasów

Wzorem jak widać jest tematyka związana z ochroną lasu i przyrody oraz przeciwstawiania jej gospodarce leśnej i ja nazwałbym ją pokłosiem żniw Macieja Zaremby sprzed 6 lat, znanych w Polsce pod nazwą Leśna mafia.

Jedyną szansą zaprezentowania odmiennego zdania dla reprezentantów gospodarki leśnej lub przemysłu leśnego jest zamieszczenie zaakceptowanej repliki do artykułu, pisze na Skogsforum prywatny właściciel leśny Torbjörn Johnsen w http://skogsforum.se/viewtopic.php?t=31071

Ale, dodaje on, podobnie jest i na drugiej połowie boiska, tej zajętej przez czasopisma branżowe i w pewnym stopniu czasopisma regionalne. Ta strona publikuje artykuły przekazujące nam obraz pokazujący jak dobrą i zrównoważoną jest szwedzka gospodarka leśna oraz jak ogromne korzyści przynosi Państwu jak i klimatowi przemysł leśny.

W tych czasopismach zamieszczenie repliki ze strony organizacji ochrony przyrody jest równie trudne jak w przypadkach opisanych powyżej.

Oto przykładowe tytuły:
– gospodarka leśna jest w posiadaniu rozwiązań zagrożeń klimatycznych
– właściciel lasu jest prześladowany przez Państwo
– czas na pogrzebanie mitów o gatunkach kluczowych
– nowy narodowy plan leśny nie zawiera analiz konsekwencji wynikających z jego wprowadzenia
– szwedzka FSC jest całkowicie skompromitowana
– szwedzka FSC jest gwarancją zrównoważonego rozwoju
(moja uwaga – w stosunku do FSC mają szwedzcy właściciele leśni oraz organizacje ochrony przyrody identyczny, negatywny stosunek choć wypływający z przeciwstawnych i różnych pozycji)
– zlikwidujmy Allemansrätten

Tematyka poruszana przez gazety i sieć branżową zasługuje jednak na media centralne ale nie ma sił na dobre przebicie się do nich.

Ja osobiście uważam, pisze Torbjörn, że obie strony stosują swoiste filtry aby zmieścić się w swojej sferze interesów i wśród czytelników zgadzających się z nimi.
Coś jak grupy na Facebook skierowane do ludzi mających podobne zdania.
Czy jednak atmosfera towarzystw wzajemnej adoracji i nawracania na słuszną wiarę tych już nawróconych przynosi jednej i drugiej stronie korzyści?

Takie pytanie stawia Torbjörn i jest to zdanie szwedzkiego prywatnego właściciela lasu, które można odnieść, przypuszczam i do warunków polskich.

Bo przecież granie na różnych boiskach jest typowe i dla polskich dyskusji leśnych.

Tutejsze mają specyfikę odmienną z uwagi na silną, prywatną własność leśną.
Ale czy aż tak odmienną?
Dużej prywatnej własności rolno-leśnej brakuje w kraju, ale w stosunku szwedzkiego rolnika do urzędników państwowych czy polityków lub do silnych koncernów leśnych albo leśnej spółki państwowej Sveaskog odnajdzie się, przypuszczam, łatwo polski chłop.
A konflikt puszczański pokazał w zasadzie identyczny układ sił pomiędzy gospodarką leśną a organizacjami ochrony przyrody i naukowcami po obu stronach co w tej szwedzkiej dyskusji.

Zdań przedstawicieli różnych grup interesu nie brakuje w szwedzkiej debacie o lasach. Zintensyfikowanie tej dyskusji na łamach czasopism centralnych wynika pewno z końcówki prac nad szwedzkim narodowym programem leśnym, pierwszym tego typu dokumencie w historii szwedzkiej gospodarki leśnej. Mają te prace być zakończone w roku 2018 i pewne fragmenty programu wywołują już odpowiedni nastrój.

Ale o podobnym jak w Polsce zastopowaniu narodowego programu leśnego nic się jeszcze na szczęście nie mówi.

 

Skickat från min iPad

Skandynawskie dyskusje o lesie – Część pierwsza.

Skandynawskie dyskusje o lesie – Część pierwsza.
W Szwecji nie trzeba czytać specjalistycznych i branżowych czasopism aby wyrobić sobie obraz problemów czy sytuacji zarówno przemysłu leśnego (tak tutaj nazywana jest gospodarka leśna razem z przemysłami z nią związanymi) jak i szwedzkiego lasu czy przyrody.

Chciałbym zaprezentować wybór artykułów z ogólnoszwedzkiego dziennika, Svenska Dagbladet, w okresie krótkim, bo od 29 grudnia 2016 do dnia dzisiejszego, a więc w ciągu 14 miesięcy.
Artykuły nie tłumaczę dosłownie, z uwagi na ich długość ale postaram się oddać myśli autorów.

Zacznijmy od artykułu zatytułowanego „Las szwedzki rozciąga się coraz szerzej” z 29 grudnia 2016
https://www.svd.se/svensk-skog-breder-ut-sig-allt-mer

Göran Ericsson, profesor na SLU, Sveriges Lantbruksuniversitet, pisze m.in.

„Ilość drzew w Szwecji gwałtownie wzrosła i jest ich ponad dwukrotnie więcej niż 90 lat temu. Ale sporo ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy i sądzi że kilkaset lat wcześniej była Szwecja krajem zarośniętym ciemnymi lasami. To nieprawda, lasy były bardziej przejrzyste, zwłaszcza w Szwecji południowej z jej wypasami bydła.
Dzisiejsze lasy nie zajmują dużo większej powierzchni, są jednak znacznie gęściejsze.
Jest kilka przyczyn takiego stanu, ale chyba najważniejszym jest wyludnianie wsi, zaprzestanie wypasu bydła, celowe zalesianie terenów przedtem użytkowanych rolno poprzez np. sadzenie świerka w latach 1960, 1970 oraz pewny nacisk na inne gatunki począwszy od lat 1980-90.
Pozytywnym faktem, mówi prof. Ericsson, jest ponowne pojawienie się lasu i wzrost powierzchni z rezerwatami przyrody, co prawda to ostatnie z pozycji raczej niskiej.
Negatywnym jest zarośnięcie dawnych terenów uprawnych i to widzimy w całej Europie.
Patrząc na rolę lasu jako źródła surowca oraz biomasy jak i miejsca rekreacji jest to dobry rozwój. Ale pozostaje pytanie czy krajobraz kulturowy człowieka zyskuje na podobnym zarastaniu terenów rolnych.
W każdym razie las w Europie północnej odzyskuje swoje naturalne obszary.”

„Prawdziwy las kończy nam się w Szwecji”, tak pisze z kolei 28 lutego 2017 Frode Pleym z Greenpeace Sverige.
https://www.svd.se/den-riktiga-skogen-haller-pa-att-ta-slut-i-sverige

„Prawdziwy las jest miejscem życia dla setek zagrożonych gatunków znajdujących się na czerwonej liście a nie mogących żyć w lesie uprawianym gospodarczo.
Ubiegłotygodniowy wspólny raport Skogsstyrelsen (Państwowy Zarząd Lasów) oraz Naturvårdsverket (szwedzka GDOS) mówi że powinniśmy czterokrotnie zwiekszyć w Szwecji obszary lasu chronionego czyli chronić około 20% powierzchni leśnej lasów produkcyjnych aby zachować bogactwo biologiczne tych lasów.
https://www.naturvardsverket.se/upload/miljoarbete-i-samhallet/miljoarbete-i-sverige/regeringsuppdrag/2017/nationell-strategi-for-formellt-skydd-av-skog-reviderad-2-2017.docx.pdf
Raport pokazuje też że mamy w Szwecji bardzo mało lasów produkcyjnych z wysokimi wartościami biologicznymi pozwalającymi na przeżycie gatunków zagrożonych (tzw. „värdekärnor” czyli „gniazda wartości biologicznej”) i wymienia cyfrę tylko 2% ogólnej powierzchni szwedzkich lasów produkcyjnych.
Nawet jak połączymy te gniazda w miarę wspólne obszary ochrony, co raport proponuje zrobić w Szwecji północnej, nie uzyskamy pożądanego efektu.

Dlatego Greenpeace Sverige wzywa rząd do natychmiastowego objęcia formalną ochroną (moja uwaga – chodzi o różne formy rezerwatów przyrody) 20% leśnych terenów produkcyjnych kraju oraz do zaprzestania na tych powierzchniach pozyskania drewna.
Dotychczasowe kroki są niewystarczające i małe. A powinny być co najmniej siedmiomilowe aby zatrzymać wzrastające zubożenie naszych lasów.
Przykładem jest rok ubiegły. Powstało wtedy tylko 35.000 ha nowych rezerwatów i w takim tempie potrzebujemy co najmniej 100 lat aby otrzymać powierzchnię potrzebną do zachowania w lasach zagrożonych gatunków.
Przemysł leśny jest ogromnie ważny dla kraju i zbudował i buduje dobrobyt Szwecji. Nie ulega wątpliwości że potrzebujemy w Szwecji gospodarki leśnej, ale to nie oznacza że musi się ona rozszerzać wszędzie, kosztem prawdziwych lasów.”

Ten powyższy tekst Greenpeace spotkał się z repliką ze strony Skogsindustrierna, organizacją reprezentującą interesy około 40 zakładów produkujących ścier drzewny i papier, 120 tartaków oraz 40-50 firm przemysłu leśnego.
Linda Eriksson pisze 1 marca 2017:
https://www.svd.se/skogsbruk-behovs-for-att-losa-klimatproblemen

„Gospodarka leśna jest potrzebna do rozwiązywania problemów klimatycznych.
Greenpeace chce stworzyć obraz że gospodarka leśna niszczy tzw. prawdziwy las oraz gatunki zagrożone.
To nieprawda. Ze szwedzkich 28 mln ha powierzchni leśnej już prawie 1/4 jest wyjęta z użytkowania w różny sposób. Oprócz tego około 8% lasów produkcyjnych jest już chronionych. W lasach szwedzkich pozyskujemy znacznie mniej niż wynosi przyrost i zapas na pniu rośnie cały czas.
(Moja uwaga – nie jestem zwolennikiem wszystkich akcji Greenpeace ale o ile Greenpeace opiera się na danych ze świeżego raportu to pani Linda rozpoczyna od mówienia na inny temat i przytacza np. ogólną powierzchnię leśną, 28 mln ha, zamiast tej produkcyjnej 22,7 mln ha, co już jej daje sporo „chronionych” procentów. Ten styl liczenia jest niestety typowy zarówno dla tutejszych przedstawicieli gospodarki leśnej jak i zresztą organizacji ochrony środowiska. Statystyka służy obu stronom.)

Ale ważnym a może najważniejszym pytaniem jest to dlaczego użytkujemy nasze lasy. Las i jego produkty są znaczącą częścią rozwiązań problemów klimatycznych i zanieczyszczeń środowiska. Chcąc zastąpić surowce kopalniane przez produkty odnawialne musimy użytkować las.
Dla nas jest oczywistością że musimy go użytkować w zrównoważony sposób.”

I dzień pózniej, 2 marca, pojawiła się na łamach SvD nowa replika do wypowiedzi Greenpeace, tym razem autorstwa dwu profesorów nauk leśnych ze Szwecji i Finlandii, Tomasa Lundmark i Pekka Kauppi.
https://www.svd.se/nordens-skogar–vart-trumfkort-for-klimatet
Piszą oni:
„Lasy Północy to nasza atutowa karta klimatyczna.
Szwecja i Finlandia mają wspólny strategiczny cel: zwiększenie przyrostu swoich lasów tak aby aby zarówno zapas drewna jak i jego pozyskanie mogło rosnąć.
Wiele organizacji przyrodniczych twierdzi odwrotnie: pozyskanie surowca musi być mniejsze, więcej lasu należy chronić w celu zachowania bogactwa przyrodniczego i po to aby przeciwdziałać zmianom klimatycznym.
Fakty jednak nam mówią że lasy użytkowane są najbardziej korzystne dla klimatu.
W naszych lasach Północy zarówno ich przyrost jak i zapas drewna powiększył się zdecydowanie w ostatnich 100 latach. Od lat 1990 zwiększyła się również masa martwego drzewa oraz wiele gatunków zwierzęcych jak np. łosie, niedźwiedzie, wilki, rysie, kuny, bobry oraz wiele gatunków ptaków stały się normalnym obrazem w tutejszych lasach.
Las Skandynawii staje się po prostu coraz bogatszy w gatunki roślinne i zwierzęce.

Gospodarka leśna nie powinna być największym problemem dla organizacji przyrodniczych. Tym powinny być zmiany klimatyczne wywołane wzrastającą koncentracją CO2 w atmosferze co spowodowane jest użyciem węgla kamiennego, ropy i produkcją cementu.
Organizacje przyrodnicze powinny więc silnie akcentować znaczenie mniejszego użycia węgla i ropy i zastąpienie tych surowców przez surowce odnawialne. Tego nie da się zrobić bez wzrostu użycia surowców odnawialnych pochodzących z lasu.
Ich stosowanie przynosi bardzo duże konsekwencje środowiskowe. Wszystkie produkty z ropy naftowej możemy zastąpić produktami z drewna. Możemy budować mosty i wieżowce z drewna, zamiast z betonu.
Produkty uboczne przy produkcji papieru mogą być użyte jako energia cieplna zastępująca węgiel.
Ale aby zastąpić drewnem węgiel, ropę, stał czy cement musimy zwiekszyć przyrost naszych lasów i w tym leży prawdziwe wyzwanie dla gospodarki leśnej.
Nasz, Szwecji i Finlandii, wkład w prace nad polepszeniem klimatu jest zdecydowanie większy niż nasze granice państwowe. Przemysł leśny w obu krajach wytwarza produkty dla 200 mln ludzi na całym świecie i tylko u nas wytwarza się je w przyjaznych dla środowiska warunkach.

(Moja uwaga – tutaj przypomina mi się stanowisko prof. Jana Szyszko o najlepszej na świecie TZW leśnej gospodarce polskiej. Jak widać naukowcy szwedzko-fińscy mają identyczne zdanie na temat swojego przemysłu leśnego.)
Co oznacza że im więcej produktów leśno-drzewnych będzie produkowanych w Skandynawii tym większą korzyść będzie miał z tego klimat. Poprzez wzrost przyrostu w lasach Północy zmniejszamy w ten sposób nacisk na użytkowanie lasów w innych regionach które powinny być chronione.

Bardzo istotnym jest zastąpienie w naszych użytkowanych gospodarczo lasach drzew dojrzałych silnymi sadzonkami zapewniającymi szybki i duży przyrost.
Pozyskanie drewna jest więc warunkiem długoplanowego i dużego przyrostu lasu. Pozostawienie stojącego lasu zwiększa co prawda zapas węgla ale tylko do czasu gdy zacznie zmniejszać się jego przyrost na wskutek strat spowodowanych przez wiatry, ataki owadów czy inne klęski. Potem las nie przynosi już korzyści klimatycznych.
Poprzez zrównoważoną gospodarkę leśną osiągamy cele gospodarcze, przyrodnicze i klimatyczne a Szwecja i Finlandia mogą stać się krajami przodującym, pokazującymi że pogodzenie tych celów jest możliwe. ”

(Uff… Przetłumaczyłem to jedynie w celu ukazania przekonań pewnych skandynawskich naukowców leśnych o ich doskonałości…Ale w tym nie są oni prawdopodobnie ani gorsi czy lepsi od ich pewnych polskich kolegów – moja uwaga).

Tak wypowiadali się naukowcy leśni i już kilka dni później spotkali się z końcową repliką szefa szwedzkiego Greenpeace Frode Pleym.
https://www.svd.se/skogsbruk-ska-finnas–men-skydda-viktiga-omraden
Pisze on:
„Las to nie tylko zapas drewna ale również tereny które należy chronić.
My w Greenpeace bynajmniej nie kwestionujemy istnienia gospodarki leśnej. Pytaniem najważniejszym dla nas jest jednak to o obszary leśne na których gospodarka leśna nie powinna być prowadzona.
Naszym dążeniem jest ograniczenie ekspansji gospodarki leśnej w lasach o wysokich wartościach przyrodniczych. I takie żądania stawiamy we wszystkich krajach borealnego pasa leśnego począwszy od Alaski i Kanady, poprzez Skandynawię a skończywszy na Rosji.

Wartym przypominania i to cały czas jest fakt że Skogsstyrelsen i Naturvårdsverket może wskazać w szwedzkich lasach gospodarczych tylko 2% terenów na których występuje las niechroniony ale z wysokimi wartościami biologicznymi. I te 2% ścisłej ochrony nie powinno być cyfrą niemożliwą do przyjęcia.

Interesującym jest też fakt że profesorowie Tomas Lundmark oraz Pekka Kauppi sięgają w swojej replice do słowa „przyrost” aż 9 razy, natomiast do słowa „różnorodność” tylko raz. Piszą również dużo o zapasie drewna na pniu.
Chciałbym aby oni nie zapominali że prawdziwy las ma wiele innych wartości poza zapasem surowca drzewnego. Na przykład potrafi się znacznie lepiej przystosować się do zmian klimatycznych niż zasadzone plantacje świerkowe.
Jeżeli chodzi o twierdzenie iż gospodarka leśna ratuje klimat, wzywałbym do ostrożności. Zaledwie kilka tygodni wcześniej na uczelni zatrudniającej prof. Tomasa Lundmarka, na SLU, ukazała się praca doktorska pokazująca iż wiele czynników steruje wpływem lasu na klimat i że plantacje leśne, które dzisiaj dominują szwedzką gospodarkę leśną mogą być źródłem wydalania CO2 już po trzynastu latach.
https://www.slu.se/ew-nyheter/2017/2/skogens-formaga-att-dampa-klimatforandringen-ifragasatts/
(Moja uwaga – praca Dawida Haddena prowadzi do interesujących wniosków i polscy naukowcy mogą zapoznać się z nią bez problemu. Jest na sieci i w języku angielskim).

Ważnym jest dalsze użycie surowca pochodzącego ze ściętych drzew. Dom z drewna może wiązać węgiel podczas długiego czasu, ale większość drewna z naszych lasów przeznaczana jest do produkcji papieru czy na potrzeby energetyczne co oznacza produkty które szybko oddają CO2 z powrotem do atmosfery.

Las nie jest naszym nieskończonym zasobem i poprzez umowy międzynarodowe zobowiązaliśmy się do zachowania jego biologicznego bogactwa. To oznacza że musimy ochraniać więcej lasu i że gospodarka leśna musi działać wewnątrz ram ustalonych przez te umowy.

Punktem wyjścia nie może być ciągły rozwój przemysłu leśnego. Jeżeli chcemy np. innych źródeł paliwa do naszych samochodów to powinniśmy stawiać na samochody z napędem elektrycznym. Jeżeli chcemy stawiać na biopaliwo do nich, to powinniśmy obciąć produkcję np. opakowań papierowych czy innych produktów jednorazowego użytku.
Las nie jest nieskończony.
Bardzo chętnie podejmiemy dialog ze szwedzkim przemysłem leśnym ale cały czas oczekujemy na odpowiedź ze strony rządu szwedzkiego: W jaki sposób chce Szwecja osiągnąć cele ochrony lasów ustalone przez Konwencję ONZ o ich biologicznej różnorodności? ”

Tyle tekstu autorstwa Frode Pleym z Greenpeace Sverige, tekstu który zakończył wiosenną dyskusję w roku 2017 na tematy leśne na łamach Svenska Dagbladet.

 

Skickat från min iPad

Opoka polskiej nauki leśnej a fake news.

 

Opoka polskiej nauki leśnej a fake news.
Nazwałem go już nestorem polskiej nauki leśnej, nazwałem go guru nauki leśnej, przychodzi więc kolej na bardziej zaszczytne określenie – opoka nauk związanych z Lasami Państwowymi.

Nie tak dawno został on skrytykowany na naszym Monitorze leśnym, co spotkało się z naciskami na autora tekstu i jego późniejszym ponownym zredagowaniu Leśny Ignorant Roku 2017. Tego nikt się nie spodziewał.

Po zredagowaniu fragment tekstu wyglądał w ten sposób:

„Naukowa korupcja?
Moim zdaniem, zbyt dużo się dzieje na linii Lasy Państwowe – Ministerstwo Środowiska – polska nauka. Uważam, że polska nauka, która powinna być niezależna od każdej grupy interesu i jednostronnego finansowania, tak naprawdę jest mocno powiązana finansowo z Lasami Państwowymi. Istnieje kilka instytucji, które bardzo chętnie wyciągają ręce po pieniądze LP za organizacje różnych wydarzeń, konferencji itp. W realiach Lasów Państwowych, moim zdaniem, te organizacje bardziej działają na zasach związków zawodowych, lobbują na rzecz swoich członków i starają się wyszarpnąć z LP jak największy kawałek torta na swoje ekspertyzy, publikacje, broszury, nietanie organizacje wydarzeń, szkoleń itp. Oprócz PTL, SITLiD, do tych organizacji doliczyłbym również Ligę Ochrony Przyrody, gdyż wszystkie te organizacje jak jeden mąż powtarzają i popierają stanowisko Lasów Państwowych. Tutaj link do stanowisk tych organizacji (Wszystkim proponuję zwłaszcza obejrzenie prezentacji o tym czy cała Puszcza powinna być Parkiem Narodowym. Bardzo ciekawe stanowisko, zwłaszcza sprzeciwiające się LOP), a tutaj artykuł o stanowisku samej LOP.”

Autor ograniczył na szczęście swoje ponowne zredagowanie tylko do usunięcia nazwisk polskiej śmietanki nauk leśnych z listy oskarżonych o naukową korupcję na linii Nauka a Lasy Państwowe, pozostawiając opis meritum sprawy niezmieniony.

O tym meritum pisałem i ja w Profesor Jan Szyszko i jego naukowcy. i zacytuję fragment mego z kolei tekstu:

„Jest to temat a raczej tematy dotyczące niezależności nauki leśnej od Lasów Państwowych i Funduszu Leśnego, temat niezależności politycznej od rządzących partii i polityków a tym samym odpowiedniego garnituru dyrektorskiego Lasów Państwowych, temat wagi kontaktów osobistych w osiągnięciu dotacji finansowych dla swoich badań czy temat spolegliwości i przystosowawczości naukowców do panujących trendów w gospodarce leśnej i około leśnej.
Że jest to konieczne do zaistnienia jako naukowiec leśny odpowie zdecydowana większość?
Nie wiem, ale mam wrażenie że sytuacja w której polska nauka leśna jest w tak dużym stopniu zależna od dyrektorów Lasów Państwowych, od Funduszu Leśnego zarządzanego przez tychże dyrektorów oraz od polityków ściśle współpracujących z mianowanymi przez siebie dyrektorami, taka sytuacja nie sprzyja jakości polskiej nauki leśnej.
Oraz nie sprzyja wierze w polską naukę leśną wśród nas, zwykłego nie naukowego pospólstwa.“

Nestor i guru polskiego leśnictwa i polskiej nauki leśnej, 3-krotny laureat kapelusza honoris causa, z racji wiedzy, zajmowanych funkcji oraz odznaczeń może słusznie być nazwanym opoką na której spoczywają podwaliny Lasów Państwowych od co najmniej kilkunastu lat.

Opoka to pewna i opierają się o nią kolejni dygnitarze LP i ministerstwa środowiska, co łatwo prześledzić na niezawodnej pod tym względem sieci.

Ale na ile pewna? I czy można opokę kojarzyć z fake news?

W wywiadzie dla Głosu Lasu nr.1/2018 wypowiada Pan Profesor znów swoje przemyślenia na temat ubezpieczenia lasów, cytuję: „Na świecie nikt nie ubezpiecza lasów, bo po pierwsze za dużo to kosztuje, a po drugie firmy ubezpieczeniowe nie chcą tego robić.”

Ta złota myśl Pana Profesora, bynajmniej nie nowa bo komentowana już przeze mnie przed czterema laty, nie spotyka się ani z reakcją Pani redaktor przeprowadzającej wywiad ani Pana redaktora naczelnego Głosu Lasu, pozwalającego na pójście wywiadu w świat.
Myśl padła z okazji omawiania tematu zatytułowanego „Nie dajmy sobie odebrać ochrony przyrody” i odnawiania lasów po klęskach.

No nie wiem, tyle razy już pisałem o ubezpieczeniach lasów, choćby tutaj Huragany, nawałnice a ubezpieczenia lasu. iż co nieco powinno utkwić w pamięci redaktorów Głosu Lasu czy asystentów Pana Profesora, bo nie sądzę aby On sam osobiście znajdował czas na podnoszenie swojej wiedzy w tym marginesowym dla niego temacie.

Ale na wszelki wypadek podaję hasło na sieci ” Skogsförsäkring„, hasło co prawda w języku szwedzkim ale podobne istnieje w języku angielskim „Insurance forest” lub francuskim „Assurance pour forêts” i któryś z tych języków powinni znać młodzi adepci nauk leśnych.
Istnieją co prawda różnice, w Szwecji ubezpieczone mogą być i są zarówno lasy prywatne jak i lasy spółki państwowej Sveaskog a we Francji, jak się orientuję, tylko lasy prywatne no ale z drugiej strony ich powierzchnia jest imponująca bo ponad 12 mln ha.

Interesujący jest ten wywiad.

Pani redaktor zadaje pytania w stylu klasycznie naprowadzającym odpowiedzi Pana Profesora na tło pozytywne dla pracodawcy Głosu Lasu, Lasów Państwowych, tło znane dla czytelników, słuchaczy i widzów licznych publikacji tejże organizacji.

Pan Profesor nie używa jednak, trzeba przyznać, klasycznego języka poprzednich szefów LP w stylu „zielony faszyzm” czy „dzieło szatana”, mówi tylko o dewocji ekologicznej (też ładne określenie) ale z drugiej strony twierdzi że konflikt Puszczański jest, cytuję: „W mojej ocenie jest to konflikt ideowy, nie merytoryczny, bo ten już dawno rozstrzygnięty. W grudniu 2017 Wydział Nauk Biologicznych i Rolniczych PAN podjął uchwałę w której wyraźnie zaznaczono że w puszczy konieczna jest zarówno ochrona bierna jak i czynna.”

Jest to bardzo ciekawe stwierdzenie. Czyżby umknęła mi taka podstawowa informacja?

Sprawdziłem na sieci, mamy na niej w grudniu 2017
http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1223226,pan-postuluje-opracowanie-strategii-ochrony-puszczy-bialowieskiej.html
czyli PAN postuluje a nie uchwala, ściślej biorąc opiniuje a kilkanaście dni wcześniej mamy też konferencję
http://www.ibles.pl/-/konferencja-naukowa-nt-dziedzictwa-kulturowego-puszczy-bialowieskiej

I to wszystko.

Czyżby więc meritum wypowiedzi Profesora na temat uchwały PAN odpowiadało meritum jego wiedzy na temat ubezpieczenia lasów na świecie? Jeżeli się mylę to proszę o sprostowanie ze strony Głosu Lasu, bardzo chętnie przeproszę wtedy zarówno Redakcję jak i Pana Profesora.

Oto moja prośbą o potwierdzenie meritum: Czy omawiana uchwała PAN została istotnie podjęta?
Pan Profesor uważa też że, cytuję, „jest potrzebne stworzenie czegoś na kształt narodowego programu leśnego. Nie musi on być tak szczegółowy, jak ten opracowany przez IBL i prof. Rykowskiego.”

Na temat Narodowego Programu Leśnego http://www.krakow.lasy.gov.pl/widget/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/narodowy-program-lesny/maximized pisałem kilkakrotnie i nie sądzę aby nadmiar szczegółów był problemem. Przeciwnie. Ale może problemem była osoba Profesora kierującego programem? Niedostatecznie opokowa dla dygnitarzy Lasów Państwowych?

Nowa opoka w każdym razie już stoi i jest gotowa.

W zasadzie każde pytanie wywiadu w Głosie Lasu jest owijaniem problemów i spraw drażliwych w grubą warstwę izolacji, tak aby Pan Profesor, Broń Boże, nie nadział się na prąd problemów i spraw ostrego napięcia.

Na pytanie o lepsze rozwiązania (organizacyjne) dla LP pada odpowiedź wskazująca znów iż Pan Profesor wie o tych innych rozwiązaniach mniej więcej tyle samo co o ubezpieczeniach lasu. A wystarczyłoby Panie Profesorze poczytać na przykład Las Polski w ostatnich dwu latach. Tam wielokrotnie porównywano LP z innymi formami organizacyjnymi lasów państwowych w Europie.

„Lepsze jest wrogiem dobrego” cytuję i Profesor podaje przykład tego dobrego – tylko firma taka jak LP (tutaj przychodzi mi na myśl uwaga iż Profesor pewno nie wie że LP nie jest firmą https://pl.wikipedia.org/wiki/Lasy_Pa%C5%84stwowe ) może dbać o dęby Krotoszyńskie. No i negując inne rozwiązania organizacyjne mówi, cytuję: „Tylko która firma podejmuje działania przynoszące zysk za 120 czy nawet 260 lat?”

Te Krotoszyńskie dęby, 70 lat temu i wcześniej jeszcze prywatne, były sadzone przez poprzednich właścicieli z taką właśnie myślą, jestem o tym przekonany, Panie Profesorze. Po co pomniejszać osiągnięcia ludzi i firm umiejących i chcących pracować w takiej perspektywie czasowej? Obraża Pan wielu europejskich i poza europejskich prywatnych właścicieli leśnych, stawiając im za przykład 70 lat praktyki Lasów Państwowych jako jedyny i dobry wzór do naśladowania.

Podoba mi się pytanie Pani Redaktor Głosu Lasu: ” Krytykują nas nie tylko ekolodzy, lecz także przemysł drzewny. To trochę taka gra w zbijaka”

Rozczulające. A Pan Profesor zgadza się oczywiście.
Wszyscy w nas biją, w nas leśników, taki jest nastrój tego wywiadu. Nienowy zresztą, bo ten styl „My i niewdzięczne społeczeństwo”
opanowały już leśne media w dobrym brechtowskim stylu. Niestety bez jego talentu. Oraz na szczęście bez wyboru nowego społeczeństwa, na razie, dodałbym, bo ideologia Smierć wrogom ojczyzny ma w Lasach Państwowych dobry przyrost.

Nawiasem mówiąc gra w zbijaka czyli w dwa ognie jest grą sportową o ścisłych regułach, co oznacza że zawodnik trafiony schodzi z boiska i wychodzi z gry. W przypadku leśników Lasów Państwowych oznacza to tylko przejście do innej drużyny, też reprezentującej LP.

Mnie zbijanie wypowiedzi Pana Profesora bynajmniej nie sprawia satysfakcji.

Odnoszę bowiem wrażenie że Pan Profesor jest typowym przykładem „spolegliwości i przystosowawczości naukowców do panujących trendów w gospodarce leśnej i około leśnej” cytując nasz blog Monitor Leśny.
Trendów powstałych pod przemożnym wpływem interesów organizacji Lasy Państwowe.

Czy taka musi być albo czy taka powinna być rola naukowca i profesora honoris causa trzech wyższych uczelni?
Nie sądzę.

Tekst: Tadeusz Ciura

 

Skickat från min iPad

Myśliwi, myśliwi…

Myśliwi, myśliwi…
Nie mają dobrej prasy w ostatnich dniach. A to mistrz świata, a to pocisk w ścianie, a to świszczące nad głowami kulki i wszystko to informacje z sieci polskiej czytanej przeze mnie raczej wyrywkowo.

Nowy minister środowiska Henryk Kowalczyk wystartował jednak energicznie w tym temacie https://www.mos.gov.pl/aktualnosci/szczegoly/news/wielostronne-rozmowy-o-zmianach-w-prawie-lowieckim-w-ministerstwie-srodowiska/
I w komentarzu do tej strony możemy poczytać o rewolucyjnym wniosku, cytuję Panią Agnieszkę Curyl: „W dniu dzisiejszym na zebraniu z Ministrem Srodowiska ZZRR Solidarni postulowal napisanie nowej ustawy w oparciu o prawo polowania w powiązaniu z własnoscia gruntu➡moj grunt=moja zwierzyna➡moje prawo władania moim gruntem=moje prawo wydzierżawiania kołom łowieckim mojej ziemi! Zwierzyna państwowa na państwowym gruncie, w LP, parkach.”

To w warunkach krajowych prawdziwa rewolucja ale chyba nie do przeprowadzenia, bo postawienie na zasadę przywiązania prawa do polowania do prawa własności wymaga po prostu silnej prywatnej własności, zarówno rolnej jak i leśnej, mogącej utrzymać na swoim terenie zwierzynę łowną, poza oczywiście terenami należącymi do LP.
Mamy taką własność w Polsce?
O podobnych szwedzkich problemach pisaliśmy w Łowieckie ciekawostki. i ten opisany przypadek skojarzył mi się od razu z fantazją polskiego chłopa, który prawdopodobnie nie przepuściłby okazji do zarobienia na zasadzie „mój grunt – moja zwierzyna”.

Natomiast mistrz świata w wyścigach zaprzęgami psimi, Pan Igor Tracz, podzielił w ubiegłym tygodniu Polaków swoją opowieścią o wyproszeniu go z lasu przy pomocy kulki. Na jego Facebookowej stronie możemy się z tym wydarzeniem dokładnie zapoznać.

O podobnych szwedzkich doświadczeniach związanych z Allemansrätten i polowaniami pisałem kilka dni wcześniej, też na swojej FB stronie Om Skogen och miljön i Polen i tutaj zacytuję tylko fragmenty tekstu.

„Co jest więc ważniejsze, prawo do korzystania z Allemansrätten https://pl.wikipedia.org/wiki/Allemansr%C3%A4tten czy prawo do polowania?

Naturvårdsverket, szwedzki urząd państwowy odpowiadający polskiej GDOS, odpowiada krótko i jasno: Allemansrätten jest najważniejszym prawem, ale w okresie polowań ograniczany jest prawem łowieckim, do którego muszą dopasować się inni użytkownicy natury.

Dyskusje na ten temat powtarzają się corocznie i łatwo prześledzić je na np. http://www.alternativ.nu/index.php?topic=55760.40 . Są często gorące jak te ostatnie krajowe związane z nowelizacją prawa łowieckiego.

Specyfiką szwedzką jest przypisanie prawa polowania do prawa własności i tym samym uczynienie polowania działalnością gospodarczą, przysługująca właścicielowi terenu.

Z tym wiąże się inna gorąca kwestia a mianowicie wykorzystanie Allemansrätten do działalności gospodarczej.

Szwedzki Najwyższy Sąd Administracyjny wydał już w roku 1996 wyrok w sprawie precedensowej, dotyczącej organizowania komercyjnych spływów kajakami na górskich rzekach w północnej Szwecji. Jest to dozwolone, pod warunkiem nie wyrządzania szkód w przyrodzie, na terenach będących zawsze własnością prywatną, wspólnoty gruntowej, gminną czy własnością państwową.
Właściciel terenów łowieckich ma więc tutaj prawo do ograniczenia dostępu do niego wynikającego z prawa Allemansrätten, ograniczenia w okresie polowań. Ma obowiązek zawiadomienia o tym urzędu gminnego oraz oznakowania terenu widocznymi tablicami. Co nie oznacza że tablice wiszą czy stoją przy najmniejszej ścieżce leśnej. Ale ruch samochodów, jaskrawe kamizelki czy jaskrawe obroże psów myśliwskich wskazują wyraźnie na polowanie w terenie.

Powstrzymanie od wejścia na taki teren należy też do obowiązku myśliwego. O tym że jest ono na ogół grzeczne, jest tutaj w Szwecji oczywistym, co nie oznacza że nie zdarzają się odmienne przypadki.
Inną sprawą jest sabotowanie polowania i niedopuszczanie czy przeszkadzanie w jego przeprowadzaniu.
Jest to przestępstwo i wtedy w akcję wkracza policja. Svenska Jägarförbundet pisze o tym w https://jagareforbundet.se/globalassets/global/lan/halland/dokument/blanketter/att_hantera_jaktsabotage.pdf i generalną radą dla myśliwych jest zachowanie spokoju i niedopuszczenie do sprowokowania. Reszta jest sprawą policji i prawa.
W kraju jak czytam dyskutuje się prawo wejścia myśliwych na tereny prywatne leżące w obrębie obwodu łowieckiego. Tego problemu tutaj nie ma bo myśliwy wchodząc na inny teren łowiecki niż swój lub na inny niż ten na który wykupił prawo do polowania, popełnia sam przestępstwo. Co nie oznacza że podobne sytuacje się nie zdarzają ale wtedy właściciele posiadłości i prawa do polowania najczęściej dochodzą do porozumienia.”

Tyle cytowanego tekstu i odnośnie sytuacji w której znalazł się Pan Igor Tracz mógłby szwedzki właściciel lasu, również lasy państwowe Sveaskog, zadać pytanie o to czy sprawdził on kalendarz polowań w miejscowej gminie oraz zainteresować się działalnością treningową Pana Igora Tracza. Jest ona może przynosząca mu zyski ekonomiczne? Bo przecież na jego FB stronie czytamy o organizowaniu przez niego kursów.

Jeżeli jest to działalność gospodarcza, to właściciel lasu, a w przypadku Pana Igora odpowiednik polskiego LP czyli tutejszy Sveaskog miałby prawo do rekompensaty oraz prawo organizacji pogodzenia jego działalności z działalnością miejscowego koła łowieckiego.
Natomiast Pan Igor Tracz niewątpliwie miałby tutaj prawo do przeprosin za zachowanie myśliwych, pod warunkiem że jego relacja odpowiada prawdzie. I oczekiwać przybycia policji gdyby postępowanie myśliwych mu się nie podobało.
Jego tłumaczenie bazujące na nieznajomości prawa nie przystoi mu jednak, moim zdaniem.

A te słowa myśliwego o kulce…
To przypomina mi Straż Leśną w Białowieży. Prawo było stronie Straży ale już jego egzekwowanie było niezupełnie zgodne z prawem. Zarówno myśliwi, tacy jak ten od kulki, jak i strażnicy, ci od siły która musi boleć, jakby niezupełnie dorośli do roli ludzi dbających o przestrzeganie prawa czy stojących na straży prawa.
Powracając do porównań szwedzkich to mają myśliwi tutaj większe prawa w czasie polowań niż inni korzystający w tym samym czasie z lasu na zasadzie Allemansrätten.

A konfliktów na polowaniach nie brakuje i w Szwecji. Tym największym i aktualnym są protesty przeciw polowaniom na wilki i w zasadzie są to jedyne poważniejsze protesty przeciwko polowaniom na terenie Skandynawii.

To ostatnie, w Norwegii rozpoczęte już jesienią 2017 a w Szwecji 2 stycznia 2018 (do 15 lutego) nie jest wyjątkiem.
Mimo iż zarówno w Szwecji jak i w Norwegii, jest ono zgodne z prawem i odwołania do sądów nie przyniosły efektu przerwania polowań, to przypadki prawdziwego sabotażu są częste.
O tegorocznym polowaniu w tych dwu krajach pisałem w Wilk, mój ulubiony temat, choć nie zawsze przyjemny.

W Norwegii w listopadzie ubiegłego roku ustalił ostatecznie minister środowiska Vidar Helgesen kwotę wilków do odstrzału na 42 osobniki, w tym 16 wilków w tzw. wilczej strefie ochronnej.
(Do dnia wczorajszego padło tych 16 wilków plus 6 wilków z polowania jesiennego.)
A w styczniu 2018 nowy minister środowiska Ola Elvestuen, wcześniejszy przeciwnik polowań, bronił decyzji swego rządu przed sądem w Oslo i obronił.
https://www.jaktojagare.se/kategorier/varg/laddar-om-for-ny-vargjakt-i-norge-20171201/
W sprawie polowania na wilki wypowiedziała się również pani premier Erna Solberg
https://svenskjakt.se/start/nyhet/statsminister-klarsprak-om-vargjakt/
Polowania są konieczne, powiedziała. Nasza polityka dotycząca wilków musi zbalansować dwa interesy – tych którzy chcą wilka chronić i tych którzy czują się zagrożeni obecnością wilka w czasie swojej działalności gospodarczej czy w życiu codziennym.

Konflikty…
Tak o nich pisze czasopismo łowieckie Jakt&Jägarehttps://www.jaktojagare.se/kategorier/varg/varg-falld-i-vastmanland-20180117/

Po okresie bezśnieżnym nastała zima w województwie (län) Västmanland i polowania wilcze zostały wznowione. Padły do tej pory 3 wilki na planowany odstrzał 6 osobników. W całej Szwecji, tzn. w pięciu województwach z planowanym polowaniem padło do dnia wczorajszego 13 wilków na planowany odstrzał 22 wilków.

Wznowione zostały też akcje sabotowania polowań, pisałem już na ten temat w Jak postępować w przypadku sabotowania polowania?

Ale metody sabotowania są coraz bardziej urozmaicone, według Jakt&Jägare.
Aktywiści przyjeżdżają na miejsce zebrań myśliwych samochodami z głośnikami oraz megafonem. I rozpoczynają ogłuszający myśliwych koncert jak i odstraszający zwierzynę w okolicznym lesie.
(Nawiasem mówiąc podobna akcja aktywistów norweskich poskutkowała prawdopodobnie nagnaniem jednego wilka wprost na myśliwych).
Akcje prób odebrania megafonu z rąk aktywistów, którzy wykrzykują hasła wprost w uszy zebranych są filmowane przez nich a film manipulowany w sposób pokazujący użycie siły przez myśliwych.
Rady myśliwych dla myśliwych są proste: zawiadomić policję, filmować akcję aktywistów przez 2-3 niebiorących w polowaniu kolegów i zachować spokój. Nie dać się sprowokować, bo szukanie prowokacji jest metodą aktywistów.
Najmniejsza przepychanka może być użyta przez nich jako oskarżenie o użyciu siły a do tego ma prawo tylko policja.

W tym opisanym przypadku była policja na miejscu, spisała dane, przyjęła meldunki myśliwych i aktywistów oskarżających się wzajemnie i sprawa zakończy się w sądzie.

W świetle dzisiejszych krajowych dyskusji pro i anty-myśliwskich pożytecznym jest, moim zdaniem, przypomnienie głosu myśliwego szwedzkiego, sprzed prawie dwu lat, z kwietnia 2016.
„Kraj bez myśliwych”
Autor Gert Ragnarsson, myśliwy, Bålsta.

„W tak dużym kraju jak Szwecja nie potrzebujemy myśliwych. Po co nam oni? Odstrzeliwują co roku około 90.000 łosi. Mała wilcza wataha, cztery wilki, zabija 1 łosia co trzeci dzień. To daje około 30 łosi na jednego wilka na rok. Z populacją wilczą około 3.000 sztuk, a więc zaledwie 8-9 razy większą niż aktualna, równo rozdzieloną na całą Szwecję otrzymujemy naturalny balans w populacji łosia, nie potrzebując polowań.

To co prawda nie za bardzo można pogodzić z wolno chodzącymi po pastwiskach owcami, krowami, kozami i innym bydłem lub ptactwem biegającym koło domu, ale przecież hodowla bydła czy ptactwa w stajniach czy klatkach funkcjonuje już dzisiaj doskonale.

Naturalnie że znacznie trudniej przyjdzie wtedy utrzymanie otwartego krajobrazu. Ale z drugiej strony stworzy się tysiące nowych miejsc pracy dla tych którzy pracują przy czyszczeniach kosą lub pilarką, najchętniej jednak na biopaliwo. Pasące się bydło prowadzi co prawda do większego bogactwa biologicznego z racji naturalnej zdolności wybiórczej ale możemy ten brak zrekompensować poprzez posadzenie interesujących roślin.

Z większym naciskiem drapieżników zniknie też potrzeba polowań na sarny. Resztki populacji znajdą schronienie w ogrodach i parkach miejskich.
Nie jest specjalnie prawdopodobne że wilki, jak dzisiaj, bedą trzymać się środkowej Szwecji i południowego Norrland. Hodowla renów zostanie więc zatrzymana. Co da nie tylko minusy – zaletą będzie że od tej pory łatwiej przyjdzie budować drogi czy farmy wiatraków bez potrzeby zastanawiania się nad granicami wypasu renów i zachowania cennych terenów z chrobotkami. Wiele dzisiejszych uciążliwych konfliktów pomiędzy Samami a ludnością lokalną zniknie. Jak i prawdopodobnie Samowie. Same plusy.

Inną zaletą będzie iż zniknie zasadność luźno biegających w lasach psów myśliwskich, co automatycznie zredukuje znacznie problem zabitych przez wilki psów. Istnieją co prawda ludzie którzy wyprowadzają psy i pozwalają im luźno biegać, twierdząc iż im to dobrze robi. Ale wtedy powinni zaopatrzyć je w odpowiednią odzież ochronną i stworzyć grupy z 3-4 silnych psów, na które wilk ma mniejszą ochotę. To stwarza dodatkową możliwość, co prawda mniej etyczną, mianowicie że pozwoli się psu starszemu, słabszemu i powolniejszemu oraz takiemu którego niespecjalnie kochamy, na towarzyszenie tym silniejszym. Naturalną koleją życia, przy ewentualnym ataku wilków, zabiorą się one za najsłabszego osobnika, umożliwiając tym silniejszym schronienie się w bezpiecznym miejscu.

Dziki są prawdopodobnie większym problemem. Już mamy ich około 300.000 i za 6-7 lat pewno około 1 miliona. To wywoła ich choroby i wahadła w ilości populacji od 100.000 do miliona co 20-30 lat. Można wątpić czy da się to pogodzić z prawidłową i aktywną gospodarką rolną, ale z drugiej strony mamy na świecie wiele rozwijających się krajów które chętnie odstąpią nam trochę żywność za trochę broni.

Innym problemem są wypadki drogowe z udziałem zwierzyny łownej. Ale tym można przeciwdziałać poprzez ogrodzenia, kamery czy tunele pod drogami. Możemy też wziąć przykład z Australii i jej kangurów. Tam mają większe samochody z ochroną czoła maski. Nie jest to co prawda specjalnie przyjazne środowisku ale oszczędza życie kierowcy i pasażera. Alternatywą jest ograniczenie szybkości na drogach, nie chcemy przecież powodować większych cierpień u zwierzyny niż te które dzisiaj powodują polowania.
Co prawda już nawet te dzisiejsze polowania zabijają mniej zwierzyny niż samochody.

Można też wydawać mniej kategoryczne osądy w kwestii „słodki i miły” oraz „złowieszczy i wstrętny”. Proste to nie jest bo zarówno młode wilczki jak i młode warchlaczki są słodkie i miłe, ale grupa parlamentarnych ekspertów winna podołać obowiązkowi ustalenia pewnych i stałych granic.

Przykrą niestety jest trudność osiągnięcia naturalnego przyrodniczego balansu na kuli ziemskiej kiedy jest nas, ludzi, już około 7 miliardów. Stosownym i dorzecznym zaludnieniem naszej Ziemi byłaby liczba kilkudziesięciu milionów ludzi, rozrzuconych proporcjonalnie i żyjących w naturalnej zgodzie i balansie z przyrodą.

Ale niestety, całkowicie uzależnionych od polowania i rybołówstwa.”

Jako piszący o myśliwych, łowiectwie oraz o wilkach, jako nie myśliwy i nie entuzjasta polowania na wilki, mam małą radę dla myśliwych polskich.

Nie zabierajcie głosu na tematy wilcze. Zostawcie problem dla polityków, do rozwiązania podobnych przecież są oni wybierani, prawda?
Jak widać, na polskim horyzoncie gromadzi się kolejna burza klasy Puszczy Białowieskiej.

Niech ją rozładują inni, rolnicy, leśnicy, organizacje ochrony przyrody, organizacje ochrony zwierząt, liczni sympatycy wilka na polskiej sieci no i przede wszystkim politycy.

A tym z pośród was, którym śni się skóra wilcza na ścianie można doradzić polowania wilcze, poza krajem. Celnik wystawi świadectwo, aktywiści i dziennikarze się nie doczepią no a sznurek można będzie użyć tylko do powieszenia skóry.

Tekst – Tadeusz Ciura

 

Skickat från min iPad

Zwierzęta futerkowe – etyka, polityka , gospodarka.

Zwierzęta futerkowe – etyka, polityka , gospodarka.
To gorący temat i na pewno wielu zgadza się ze słowami czołowego polskiego polityka: „Ludzie mogą żyć bez tego. Mogą żyć bez takich futer. Ludzie mogą być bardziej ludzcy”.
http://m.telewizjarepublika.pl/dlaczego-jaroslaw-kaczynski-jest-przeciwko-hodowli-zwierzat-futerkowych-zobacz,59676.html

Ale czy mogą? Jarosław Kaczyński jest doświadczonym politykiem i sądzę że zdaje sobie sprawę z podobnego dylematu.

Etyka stoi tutaj naprzeciw gospodarce hodowlanej
http://superbiz.se.pl/amp/wiadomosci-biz/zakaz-hodowli-zwierzat-futerkowych-na-futra-jak-sie-skonczy-dla-polskiej-gospodarki_1037528.html
oraz przemysłowi związanemu z modą i reklamą.
Jak i nas, zwykłych konsumentów, czyli większości ludzi no i wyborców.
http://lamode.info/trendy-jesien-zima-2017-18-moda-damska.html

I jak zwykle język reklamy nie przestaje zaskakiwać:
„Które futro wybierzecie? Klasyka czy nowoczesność?”
Oba są, wygląda na to, dobre. Zwłaszcza na pięknej kobiecie.
Ale jedno i drugie jest gorące dla tych którzy chcą uchodzić za ludzi światłych i postępowych. No bo co wybrać? Cierpienia zwierząt w klatkach czy środowisko pełne materiałów syntetycznych?

Zwłaszcza że jest się często przeciwnikiem łowiectwa i myśliwych.

Zwierzęta futerkowe żyją bowiem, na szczęście, nie tylko w klatkach.
W pewnych nadleśnictwach są one ich obrazem, do tego stopnia iż ich administracja powinna zaliczać kursy opiekunów zwierząt zamiast kursów brakarzy drewna.

Przychodzi mi tutaj na myśl inny klasyk języka reklamy: Dobre praktyki gospodarki leśnej. Oraz ich kodeks.

Nie ulega wątpliwości że media komunikacyjne u leśników są światłe i postępowe ale co będzie jak jakieś stowarzyszenie przyrodnicze skoncentruje się na temacie: Złe praktyki gospodarki leśnej? I nie daj Boże nazwie je Kodeksem?

Czy to dobrych praktyk polskiej gospodarki leśnej należy również postawienie na handel dziczyzną?

No bo nawet adminowie miłych i ciepłych nadleśnictw, koncentrujących się na pokazywaniu słodziaków muszą przyznać że wiele z nich, zanim wylądują jako przysmak w punkcie sprzedaży nadleśnictwa powinno zostać oskórowane.

Co zrobić wtedy ze skórą?

I ten temat porusza Svensk Jakt w
https://svenskjakt.se/start/nyhet/oforandrat-pris-hos-skinnhandlare/
opisując handel skórami.

Dominującym kupcem na rynku sprzedaży i kuna skór w Szwecji jest Anders Tengbom.
Niedawne i najważniejsze w Europie północnej aukcje skór zwierząt dzikich, w Helsinkach i w St. Petersburg, zawiodły mnie, mówi on.

W Helsinkach, skóry lisów typu lis polarny biały i mutacje sprzedawane były w cenach stabilnych, podobnych do lat poprzednich.
Skóry fińskiego szopa pracza wzrosły natomiast o 10% i znalazły od razu nabywców.
Skóry lisa polarnego niebieskiego spadły o około 10% i tylko połowa została sprzedana.
Wystawiono na aukcjach 2200 skór lisa czerwonego ale sprzedano tylko 200 skór. Za taką skórę, o dobrej jakości płacono około 13 euro ale ogólnie biorąc lis czerwony jest bardzo trudny do sprzedania.

W St. Petersburg nabywców znalazły tylko skóry sobola tajgowego, hodowanego ma farmach. Sprzedano jednak zaledwie 20-25% całego asortymentu na aukcji i za ceny 10-20% niższe niż w latach ubiegłych.
Mimo że skóry sobola są znacznie lepszej jakości niż naszej kuny leśnej , mówi Anders, to ta petersburska cena będzie wskaźnikiem ceny szwedzkiej kuny.

Anders Tengbom skupuje skóry bezpośrednio od myśliwych lub otrzymuje je poprzez pocztę. Jego ceny w tym roku wynoszą 100 kr za skórę lisa czerwonego, 30-40 kr za norkę i 200 kr za kunę.

Czy na szwedzkie ceny za skóry zwierzyny dzikiej wpłynie planowany zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Norwegii, pyta reporter?
Nie, odpowiada Anders. Skóry zwierzyny dzikiej stanowią tylko 1% skór zwierząt hodowlanych jeżeli chodzi o ich ilość w handlu.
Natomiast przy ogólnym zakazie hodowli skór w UE ta sytuacja może się zmienić.

Czy taki zakaz jest możliwy?

Europosłowie polskiej partii rządzącej przekonują iż tak
http://m.portalspozywczy.pl/mieso/wiadomosci/europoslowie-pis-wzywaja-pe-do-poparcia-zakazu-hodowli-zwierzat-futerkowych,154190.html
i mają za sobą poparcie, jak czytam aż 70% Polaków.
http://m.newsweek.pl/biznes/gospodarka/zakaz-hodowli-zwierzat-futerkowych,artykuly,419661,1.html

W Skandynawii tylko Norwegia chce wprowadzić zakaz otwierania nowych hodowli i zlikwidowania wszystkich do roku 2025.
W Finlandii i Danii są to bardzo silne gałęzie przemysłowe.
W Szwecji dyskusje na ten temat wybuchają co cztery lata, dziwnym trafem zawsze w latach wyborów i wtedy wszystkie partie, za wyjątkiem chłopskiej, składają obietnice o likwidacji ferm.
Normalnym trafem zapominają potem szybko o swoich obietnicach.

Czy w Polsce będzie podobnie?

Nie wiem, nie żyję w kraju, ale sądzę że wykluczyć tego nie można.
Nie watpię w uczucia empatii do zwierząt u czołowych polskich polityków ale uczuciowość polityków do zwierząt ma niespecjalnie dobrą historię.

Wolałbym działania mniej uczuciowe a bardziej konkretne typu co zrobić z ludźmi zajmującymi się hodowlą, co zrobić z przemysłem futrzarskim i odzieżowym i ludźmi w nim pracującymi, jak przekonać nas, konsumentów do nie kupowania podobnych futer, czym zastąpić plastyk w futrach noszonych przez nasze panie?

W tym ostatnim przypadku akurat lasy, drewno i przemysł leśno-chemiczny może pomoc w znalezieniu odpowiedzi.
http://www.forest-monitor.com/pl/nowe-zycie-i-przyszlosc-lasu/

I powracając do słodziaków biegających w polskich lasach i na stronach polskich nadleśnictw.
Ich pokazywanie i ich słodki odbiór nie są oczywiście winą zwierząt. To my, ludzie, widzimy korzyść w takim obrazie.

Dziwnym trafem, wielu z nas nosi odzież z akcentami pochodzącymi z podobnych słodziaków.
Może więc powinniśmy na poważnie wziąć do serca i przede wszystkim do działania słowa polityka?
„Ludzie mogą żyć bez tego. Mogą żyć bez takich futer. Ludzie mogą być bardziej ludzcy”

Tekst: Tadeusz Ciura

 

Skickat från min iPad

Pedagogika wstydu leśnika Lasów Państwowych.

Pedagogika wstydu leśnika Lasów Państwowych.
Musimy zastąpić „pedagogikę wstydu” pedagogiką dumy, sprawić, aby gospodarka leśna była kojarzona jako wartość.

To cytat z interesującego artykułu Pana Przemysława Barszcza w Lesie Polskim nr 1/2018.
„Autor jest leśnikiem, publicystą, prezesem Polskiej Fundacji Przyrodniczo-Leśnej. Przez 14 lat zajmował się lasami miejskimi w Krakowie. Jego pasje to edukacja przyrodnicza oraz popularyzowanie tematyki leśnej.” – tak przedstawiła go redakcja Lasu Polskiego.
A więc jest Pan Przemysław Barszcz doświadczonym leśnikiem i zarazem przyrodnikiem oraz edukatorem leśnym.

Czytając jego artykuł uderzył mnie fakt że o leśnej pedagogice wstydu czyli o taktyce przedstawiania leśnika, pracownika Lasów Państwowych jako człowieka w zielonym mundurze miłującego i chroniącego przyrodę, natomiast absolutnie nie zajmującego się wycinaniem drzew oraz sprzedawaniem drewna, pisze on w styczniu 2018.
Nie wspominając ani słowem o innych wydarzeniach w latach 2016-2017 których człowiek w zielonym mundurze powinien się wstydzić znacznie bardziej niż błędnego obrazu swojej pracy.

Ale ten błędny obraz pracy leśnika w sensie jednostronności przekazu i skoncentrowaniu się na ochronie przyrody, natomiast nie na jej wykorzystywaniu i użytkowaniu, powstał nie w roku 2017 czy 2016 ale znacznie wcześniej. O ile wcześniej, nie odważam się odgadnąć bo w Polsce nie mieszkam, ale zakładam że co najmniej kilkanaście lat i obejmuje czasy poprzednich ministrów i poprzednich dyrektorów LP.
Chyba należałoby powrócić do obowiązującej cały czas aktualnej Ustawy o lasach z roku 1991 i umieszczenia w niej produkcji drewna jako ostatniego, piątego zadania prowadzenia gospodarki leśnej.

Ja tak pisałem na swojej Facebookowej stronie w połowie 2016: https://fr-fr.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1114173195324664&id=593500487394067 jak i rok później w Jak pisać o polskim lesie?

I nic w zasadzie nie można dodać półtora roku później.
Dalej panuje słodziutko i milutko na stronach FB stronach nadleśnictw a jak już pojawi się surowiec drzewny to w postaci samochodów wywożących drewno i to zawsze o świcie aby pokazać przy okazji ciężką pracę człowieka w zielonym mundurze, w stylu komunistycznych hutników wytapiających stal latem, w upale 30- stopniowym.
Ale oczywiście nie wszystkie nadleśnictwa mają słodziutko i milutko na swoich stronach, te północne i zachodnie nigdy zresztą nie przesadzały z takim obrazem a ostatnia sierpniowa nawałnica poniekąd zmusiła je do pokazania rzeczywistej pracy leśnika.

Pedagogika wstydu, określenie użyte przez pana Przemysława Barszcza jest bardzo trafnym określeniem ale niekoniecznie w stosunku do przedstawiania leśnika tylko jako miłośnika przyrody a w stosunku do braku prób rzeczywistej analizy dzisiejszego leśnika zatrudnionego przez Lasy Państwowe.
Rzecz jasna edukatorzy leśni zatrudnieni przez tą organizację czy edukatorzy współpracujący z LP tak jak pan Przemysław Barszcz nie mogą podejmować się, ze zrozumiałych przyczyn, prób takich analiz. Ich rola jest poza tym niejasna bo w tle tkwi zawsze pytanie Edukatorzy leśni – edukują czy propagują?

Ale próby wyjaśnienia wstydu człowieka w zielonym mundurze poprzez tylko i wyłącznie pokazanie go na tle przyrody a nie na tle harwestera są po prostu mocno niepełne i nie przynoszą zaszczytu autorom podobnych analiz jak ta z nr. 1/2018 Lasu Polskiego.

Lata 2016-2017 przyniosły wiele sytuacji w których przyzwoity leśnik, uczestnicząc w nich, powinien odczuwać wstyd. I nie tylko wstyd. Sytuacji których nie przeżywał na tle przyrody a wręcz przeciwnie.

Przypomnijmy kilka, choćby np. prawo pierwokupu lub wykupu lasów prywatnych przez państwowe.
Pisaliśmy o tym w Bezprawie prawa pierwokupu LP jak i w Fikcyjny właściciel lasu w Polsce oraz w Fatality na lasach prywatnych w Polsce.
W Szwecji mamy dokładną odwrotność w sensie obowiązku odsprzedaży 10% terenów leśnych państwowego Sveaskog (400.000 ha), również prawo uchwalone przez Riksdag, już w roku 2002 i obowiązujące do roku 2020. I już prawie zrealizowane.
Jakie pobudki kierowały leśnikami Lasów Państwowych przy lobbowaniu w Sejmie 2016 na rzecz takiego prawa? Czy tylko te szlachetne, w sensie „Nie oddamy polskiej ziemi we wraże i obce ręce”? A może mniej szlachetne ale sprzyjające zarządcy własności państwowej w umocnieniu swego terytorialnego i prawnego monopolu?

Ja lobbowałby za tą drugą alternatywą.

W każdym razie efektem stało się ugruntowanie niechęci polskich chłopów do polskiego leśnika. Specjalnej miłości polski rolnik nigdy nie okazywał polskiemu leśnikowi, trzeba tu przyznać i odebranie prawa do samodzielnego decydowania o swojej własności tylko to pogorszyło.

No i jeżeli jesteśmy przy wsi polskiej. Żadne uroczyste konferencje w hali ks. Tadeusza Rydzyka nie doprowadzą do zaręczeń oraz małżeństwa pomiędzy tymi podstawowymi siłami polskiej prowincji, rolą i lasem. Choćby z tej prostej przyczyny że las zarządzany przez Lasy Państwowe jest państwowy a rola jest chłopska.
Interesy są za rozbieżne, czego ostatnie rekonstrukcje rządu dowiodły.

Wojna polskich państwowych leśników z Unią Europejską prowadzona przez leśnego ministra i jego dyrektorów była prawdopodobnie traktowana przez polskich rolników wpierw z niedowierzaniem, potem ze zdziwieniem a w końcu z co najmniej zdenerwowaniem.

Mamy z powodu Puszczy Białowieskiej stracić dotacje warte miliardy euro?

Ale na wsi polskiej pracują nie tylko rolnicy zależni częściowo od dotacji (sądząc po szwedzkich nawet dosyć sporo zależni). To często miejsca lokalizacji i pracy zarówno firm leśnych czyli ZUL jak i przemysłu drzewnego w postaci zakładów przerobowych, tartaków czy firm budujących domy drewniane.

Nagle, od roku 2016 okazało się że sprzedawca surowca drzewnego dla nich czyli Lasy Państwowe, ma prawo do ich wszechstronnej kontroli i prawo do nasłania na te firmy swojej formacji policyjno-zbrojnej, Straży Leśnej. Czyni to tuż przed świętami Bożego Narodzenia, prawdopodobnie po to aby przyczynić się do stworzenia prawdziwie świątecznego nastroju.

Polscy leśnicy, leśnicy nieporównywalni.

Panie nadleśniczy. Kawa? Koniak? A może kawa z koniakiem?

Ehh, ta formacja policyjno-zbrojna Lasów Państwowych.
Dała nam jednak na tym blogu okazję do prawdziwego zdenerwowania, przynajmniej dla mnie a tym samym ochotę do pisania.
Ten kto jest zainteresowany może sprawdzić w Straż Leśna – Jaka forma Lasów Państwowych byłaby lepsza? lub w Zbrojna formacja Lasów Państwowych.

Ale równocześnie stworzyła ta formacja prawdziwego i silnego wroga dla leśników, poza wsią i prowincją polską, która zresztą przyjacielem strażnika leśnego nigdy nie była.

Wroga o którym Pan Przemysław Barszcz pisze w ten sposób:

„Jedna z podstawowych grup, do której należy skierować przekaz, to ludzie mediów: redaktorzy, dziennikarze, publicyści, a także inne osoby mające wpływ na opinię publiczną i świadomość społeczną: nauczyciele, samorządowcy, politycy, celebryci..”
Pan Przemysław pisze o przekazie prawdziwego obrazu leśnika, tego zajmującego się drewnem a nie oglądaniem kwiatów i podglądaniem niedźwiadków, do cytuję „opiniotwórczych grup społecznych” oraz że jest to obowiązkiem leśników.

Pytaniem zasadniczym jest więc to czy opiniotwórcze grupy społeczne dadzą się po Puszczańskich walkach, jeszcze niezakończonych, przekonać do obrazu leśnika z klupą, rejestratorem, kwiatkiem i kamerą na niedźwiadki zamiast obrazu leśnika z kajdankami, pałką, bronią krótką i długą.

A to nie jest jeszcze przecież całkowity obraz polskiego leśnika Lasów Państwowych.

Mamy jeszcze leśników demonstrujących przed Sejmem w obronie swojego ministra

Mamy leśników zgadzających się ze stworzeniem przez Szatana dzieła w postaci ekologów

Mamy leśników patriotów gotowych do likwidacji wrogów ojczyzny (czekamy na odpowiednią nowelizację Ustawy o lasach)

Mamy ich dyrektorów wygadujących bzdury typu „Atut LP leży w braku demokracji; zdziecinnienie opinii publicznej wokół leśników; brak erudycji w otoczeniu leśnika; mieszczuchy porażone bajkami i odchodzące od Boga; zagraniczne oddziały drwali zmotoryzowanych; identyfikacja agentów wpływu działających samodzielnie; wyrafinowany fałsz, jakim są absurdalne, oderwane od sztuki leśnej, zarzuty formułowane pod adresem leśników; silna kulturowość leśnika; sianie fermentu poprzez Facebook, Twitter” – (ten z Krakowa)

Czy „Jakby nie pan (tzn. prof. Jan Szyszko – moja uwaga) nie byłoby lasów polskich. Wszystkie inicjatywy wyszły od pana, myśmy się tylko podporządkowali i wspólnie razem żeśmy walczyli o organizacyjno-prawny model polskiego leśnictwa, którego nam wszyscy zazdroszczą, cała Europa i cały świat. Takiego ministra jeszcze Polska nie miała! Naprawdę jesteśmy dumni i jesteśmy z panem. Jeżeliby tylko ktokolwiek rękę na pana podniósł, to idziemy wszyscy, razem z myśliwymi, z rolnikami i z leśnikami. To jest coś chorego. Szaleńcy z Zachodu, opłacani nie wiadomo przez kogo są napuszczani na polskich leśników, na naszego ministra, najlepszego w historii. My doskonale wiemy, jak ratować lasy i nikt nas nie będzie pouczał.” (ten z Lublina).

Tak, mamy i takich leśników. Różnych mamy leśników i myślę że krytyka z jaką się spotykają w ostatnich dwu latach jest zasłużona ale absolutnie nie przez wszystkich.

W zasadzie jest zadziwiającą rzeczą tempo w jakim były minister leśnik i jego aktualni zausznicy potrafili stworzyć nowy obraz leśnika, daleki od tego o którym pisze Pan Przemysław Barszcz. Oraz imponującą, bo jestem przekonany że żadni agenci wpływu działający samodzielnie nie wykazaliby się lepszymi efektami. No ale prof. Jan Szyszko samodzielnie nie działa.

I nie tylko obraz ale i zupełnie nową sytuację w której leśnik nie ma już przyjaciół, nawet na prowincji na której działa a ma w najlepszym przypadku chwilowych sojuszników, którym opłaca się chwilowy sojusz z Dobrym Paniskiem Dobre Paniska herbu Lasy Państwowe.

„Widok człowieka w zielonym mundurze budzi pewność, że wszystko w lesie dzieje się tak, jak powinno, i zmierza we właściwym kierunku, a leśniczówka jest jak dawny kasztel stojący na straży lasu i naturalnego porządku.”

Ten cytat z artykułu Pana Przemysława Barszcza mógłby być optymistycznym zakończeniem tematu Pedagogika wstydu, gdyby dotyczył zwykłego leśnika, a nawet tych już nielicznych leśniczówek- kaszteli stojących jeszcze w polskich lasach. Bo w zasadzie tylko leśnicy terenowi i to ci na dole, nie muszą odczuwać specjalnego wstydu i kaca po ostatnich dwu latach rządów ministra Jana Szyszko i jego kadry.

Reszta, ludzie kierujący organizacją Lasy Państwowe, mają problem.

Ale nie problem z obrazem przeciwstawiającym leśnika przyrodnika leśnikowi drzewiarzowi natomiast problem z obrazem organizacji Lasy Państwowe jako całości.

Zdolny leśny malarz powinien ten obraz wstawić na sztalugę, zamalować i solidnie zagruntować a następnie stworzyć nowy, na tym samym płótnie.

 

Skickat från min iPad

Bioenergia, temat aktualny. Ale czy w Polsce? Część druga – spojrzenie przemysłowe.

Bioenergia, temat aktualny. Ale czy w Polsce? Część druga – spojrzenie przemysłowe.
Dzisiaj odbędzie się głosowanie w Parlamencie Europejskim na temat energii odnawialnej i biopaliw, w perspektywie do roku 2030.
Tak pisze http://energetyka.wnp.pl/parlament-europejski-zaglosuje-ws-celow-oze-i-biopaliw-na-rok-2030,315380_1_0_0.html i jest to ciekawy dla mnie artykuł jako czytelnika zainteresowanego tematyką leśno-drzewną w Polsce i mogący porównać z podobną tematyką w Skandynawii.

Pan Dariusz Ciepiela pisze w WNP.PL

„Utrzymać poziom biopaliw!
Dla Polski ważna jest także inna kwestia w środowych głosowaniach, czyli udział biopaliw pierwszej generacji. Ostatnia zmiana dyrektywy o OZE ustaliła, że poziom biopaliw z surowców pochodzenia rolniczego wykorzystywanych w transporcie w UE ma wynosić 7 proc. To jest wysokość, która nie zaburza obecnego poziomu produkcji biopaliw w Polsce.”

A poseł do PE Andrzej Grzyb mówi w tym artykule:

” W okresie niespełna 8 lat zostały poczynione istotne inwestycje związane z uprawą rzepaku, przetwarzaniem rzepaku na olej rzepakowy i dalej na biodiesel. Te inwestycje często były realizowane przy wykorzystaniu środków unijnych. To jest ważny cel, który z punktu widzenia rolników i sektora chcielibyśmy utrzymać”
Oraz: ” Poważnym problemem jest sprowadzanie oleju palmowego, który jest przetwarzany na biodiesel.”

I tylko tym ostatnim zdaniem nawiązuje autor artykułu, raczej dosyć pośrednio, do tematyki leśnej, w stylu rozumowania olej palmowy – plantacje – wycinanie lasów równikowych.

W kraju biopaliwa kojarzą się więc z produkcją rzepaku oraz importem oleju paliwowego. Las i drewno nie są wymieniane.

Odmiennie podchodzi się do tematu biopaliw w Skandynawii. Szwedzki minister do spraw energii Ibrahim Baylan oraz fiński minister do spraw energii, budownictwa oraz środowiska (Finowie jak widać oszczędzają na ministerstwach) Kimmo Tiilikainen wysłali przed kilkoma dniami list do swoich europejskich parlamentarzystów z wezwaniem do głosowania za przyjęciem nowych reguł i nowej dyrektywy w sprawach bioenergii. Tak piszą m.in. ” Powinniśmy głosować za wykorzystaniem wszystkich produktów resztkowych pochodzących z naszych lasów. Zarówno Szwecja jak i Finlandia ma bogate doświadczenie i unikalną kompetencję dotyczącą zrównoważonej gospodarki leśnej.”
http://www.regeringen.se/pressmeddelanden/2018/01/sverige-och-finland-uppmanar-eu-parlamentariker-att-rosta-for-en-framtid-med-bioenergi/

Na czym polega ta unikalna kompetencja obu krajów?
Pisaliśmy o niej w Biopaliwa II generacji – przyszłość czy złudzenie? jak i w Nowe życie i przyszłość lasu.
a o biopaliwach z perspektywy szwedzkiej pisałem tak już w marcu 2016:

„Trudne położenie dla projektów badawczych o biopaliwie.

Szwedzki Urząd do spraw energii (Energimyndigheten) wydał w ostatnich 3 latach około 300 mln kr (126 mln zł) rocznie na badania i projekty dotyczące bioenergii . Ale równocześnie wiele dużych projektów jest zawieszonych w próżni lub przerwanych.
Według fachowców z branży głównym problemem jest krótkowzroczna polityka spowodowana przepisami i prawem UE w sytuacji gdy przedsiębiorstwo zajmujące się takimi badaniami chce przejść w następny etap: od badań do produkcji na większą skalę.

Brakuje w Szwecji przepisów, głównie podatkowych, pozwalających na spokojne zbudowanie zakładów produkcyjnych wytwarzających nowy typ paliwa. Te ostatnie przepisy obiecują ulgi podatkowe dla biopaliwa tylko do roku 2018. W połączeniu z bardzo niska ceną na ropę naftową tworzy to sytuacje w których firmy i przedsiębiorstwa mają ogromne trudności w uzyskaniu finansowania prywatnego, co jest żądaniem ze strony Urzędu do spraw energii.
Ulgi podatkowe na trzy lata to żaden argument dla banku, gdy chcę pożyczyć pieniądze na dalsze badania, mówi Tomas Ekbom, jeden z badaczy.

Jedną z firm, o której już pisałem w ubiegłym roku, jest LTU Green Fuels, firma prowadząca pilotowy zakład produkujący metanol z surowca drzewnego. Zakład kosztował już prawie 300 mln kr i musi być w produkcji, w przeciwnym wypadku umowa z właścicielem terenu mówi o wyburzeniu. Brakuje nam pieniędzy na dalsze badania i produkcję, mówi prof. Rikard Gebart z Uniwersytetu w Luleå, odpowiedzialny za badania. To paradoksalna sytuacja, z jednej strony Państwo dąży do ruchu samochodowego opartego na paliwie odnawialnym a z drugiej likwiduje wiele wartościowych projektów na ten temat.

Również inny projekt dotyczący wytwarzania biogazu, Gobigas 2 w Göteborg, został zakończony i zamknięty. Technika funkcjonuje, mówi Cecilia Erdalen z Göteborgs Energi, ale w aktualnej sytuacji produkcja gazu nie jest ekonomicznie opłacalna.
Te 300 mln. SEK (126 mln zł) które rocznie wydaje szwedzki państwowy Urząd do spraw energii na badania i rozwój bioenergii idą, około w 1/3 na biopaliwo a w 2/3 na ciepłownictwo, uprawę roślin i plantacji drzew oraz na spalanie śmieci.

To nasz dylemat mówi szwedzki minister energetyki Ibrahim Baylan. Wiele problemów było organizowanych i popieranych przez Państwo z założeniem że w drugim stadium przejmie te popieranie i finansowanie sektor prywatny. Na to nie wyraziła zgody UE i musimy jako Państwo znaleźć nowe metody oraz dogadać się z Komisją Europejską.
Ten problem nie jest w gruncie rzeczy niczym nowym. UE ma swoje przepisy o pomocy Państwa czyli pomocy publicznej a Szwecja ma swój podatek na paliwa kopalniane. UE uważała i uważa że ten szwedzki podatek daje biopaliwu za duże korzyści i wypacza konkurencję, dlatego powinien być zmieniony. Problem nie jest nowym bo jest identycznym z np. produkcją energii elektrycznej w elektrowniach wiatrowych, które bez pomocy publicznej, Państwa, nie są konkurencyjne w stosunku do elektrowni bazujących na paliwach kopalnianych.

Szwedzki podatek jak i podatek innych państw typu Carbon tax był mocno dyskutowany w Paryżu, na COP 21 i szwedzka delegacja chwaliła się jeszcze bardziej tym jak to Szwecja mogła utrzymać swój rozwój ekonomiczny a równocześnie ograniczać paliwa kopalniane. Zlikwidowanie go, czego żąda UE, to sygnał że dalej stawiamy w Europie na ropę i węgiel, twierdzą Szwedzi.
Jak więc osiągnąć poziom w którym paliwa i energia odnawialna będzie mogła cenowo konkurować z paliwami i energia kopalnianą, zwłaszcza z tanią od kilku lat ropą naftową, jeżeli nie będziemy stawiać na badania naukowe i produkcje paliw odnawialnych? To pytanie jednego z naukowców szwedzkich, na które półżartem, półserio odpowiedział jeden z dziennikarzy szwedzkich – zróbmy to samo co z Volvo, sprzedajmy zakłady badawcze Chińczykom. Mają oni pieniądze a i potrzeby jeszcze większe.”

Ale w październiku 2016 pisaliśmy na Monitorze Leśnym w bardziej optymistycznym tonie: Biopaliwo na które stawia Sveaskog.

Te kilka przykładów pokazują inne podejście do tematu Las a biopaliwa w Skandynawii w porównaniu do Polski.

Ale temat podjęty przez naukowca leśnego w Québec, panią Évelyne Thiffault jest poniekąd uniwersalny dla leśników i gospodarek leśnych na całym świecie.
Już sam tytuł zachęca leśnika do lektury: „Leśnicy, super bohaterzy walki ze zmianami klimatycznymi”
https://unpointcinq.ca/vivre-ici/forestiers-heros-de-lutte-contre-changements-climatiques/

Muszę przyznać że nawet prof. Jan Szyszko nie miał tak pochlebnego zdania o swoim zawodzie, ale sądzę że nie zapomni użyć tego określenia (super héros) w Katowicach 2018.

Prof. Évelyne Thiffault jest autorytetem naukowym w leśnej polityce Kanady dotyczącej biomasy leśnej.

Dziennikarz Guillaume Roy pyta:

– Dlaczego nazywa Pani leśników super bohaterami w walce ze zmianami klimatycznymi?
To nie ja tak powiedziałam. Tak ocenił rolę lasu Le Groupe intergouvernemental sur l’évolution du climat (GIEC), po polsku, angielsku, szwedzku i na Wiki
Intergovernmental Panel on Climate Change
https://en.wikipedia.org/wiki/Intergovernmental_Panel_on_Climate_Change
Leśnictwo, łącznie z biomasą ma większe znaczenie w łagodzeniu zmian klimatycznych niż inne techniki, z uwagi na łączność z danym terytorium i społecznością.

– Czy mogłaby Pani wytłumaczyć nam pojęcie biomasy?
Biomasa odnosi się do tych części drzew które nie mają wartości handlowej z uwagi na brak dostatecznej jakości. W Québec mówimy najcześciej o gałęziach i wierzchołkach drzew. W pewnych krajach, ale nie u nas, użytkuje się również dłużyce czy kłody drzew. Niekiedy mówimy także o trocinach, korze drzew czy drewnie z odpadów. (Tutaj pani profesor nie wymienia pniaków pozyskiwanych do tych celów np. w Finlandii – moja uwaga).

– Dlaczego biomasa leśna ma złą opinię?
W ostatnich dziesięcioleciach wiele kontrowersji było związanych z produkcją biopaliw pierwszej generacji, przy wykorzystaniu produktów żywnościowych jak np. kukurydza. Na Borneo wycina się lasy deszczowe po to aby zakładać plantacje palmy olejowej.
W przypadku biomasy leśnej nie chodzi jednak o dewastacje lasów czy żywność a o las, który ciągle się odnawia.

– W jakim stopniu pobieranie biomasy leśnej ryzykuje powstanie problemów w ekosystemie lasu?
Biomasa może być źródłem energii ale odgrywa również bardzo ważną rolę ekologiczną w sensie składników materii organicznej i pierwiastków mineralnych. Dlatego mamy w Québec (powierzchnia prowincji 1.667.441 km2, w tym lasy 761.100 km2 czyli 46%, ilość mieszkańców niewiele ponad 8 mln) https://fr.wikipedia.org/wiki/For%C3%AAt_au_Qu%C3%A9bec wiele stacji naukowych w których staramy się studiować ekologiczne efekty poboru biomasy na glebę leśną, na wzrost drzew i na różnorodność biologiczną.

– Czy jest więc możliwy pobór biomasy nie szkodzący ekosystemowi leśnemu?
Przeprowadzaliśmy badania w okolicach Lac-Saint-Jean (jezioro w płd. Québec o pow. 1.033 km2). Stosując najnowsze techniki zbioru oraz uwzględniając zachowanie bioróżnorodności nie byliśmy w stanie zebrać więcej niż 55% biomasy. Odrzucając wzgląd na bioróżnorodność zebraliśmy 61% biomasy. To daje nam pewien wskaźnik zachowania ekosystemu przy tego typu pracach w lesie.

– Gdzie występuje konieczność unikania zbioru biomasy?
W lasach z glebami ubogimi jak np. z sosną Banksa, które nie tolerują poboru biomasy.
Natomiast w lasach ze świerkiem czarnym (Picea mariana) możemy pobrać co najwyżej 50% biomasy.

– Czy biomasa jest węglowo neutralna?
Nie używam takiego pojęcia. Najważniejszym jest fakt że jest ona lepszym surowcem niż surowce kopalniane. Błędem jest określanie jej jako neutralnej ponieważ jej pobór stwarza zawsze dług węglowy zrekompensowany dopiero wzrostem lasu. W dodatku jako źródło energii wydala biomasa więcej CO2 do atmosfery niż surowce kopalniane. Ale mówiąc o długu węglowym trzeba pamietać że bioenergia zawsze będzie na plusie w stosunku do energii opartej na kopalinach. ONZ traktuje jednak biomasę jak węglowo neutralną w długiej perspektywie czasowej.

– Mówi Pani że biomasa może ogrzać cały Québec. Co ma Pani na myśli?
Przemysł leśno-drzewny leży wszędzie, na całym terytorium Québec. Jeżeli uda nam się zmobilizować ludzi w kierunku zrównoważonego rozwoju i zapobiegania zmianom klimatu, to biomasa może stworzyć nowe miejsca pracy i równocześnie związać z sobą lokalne społeczności. Jeden z naszych projektów naukowych to już zresztą pokazał”

To był kanadyjski wywiad a ja myślę że podobną rolę w sensie oddziaływania na lokalne społeczności odgrywa już w kraju i to w zasadzie od zawsze, samowyrób organizowany przez leśników właśnie dla lokalnej ludności. Czy przejdzie on w zbiór biomasy i użycie jej jako energii w lokalnych ciepłowniach? Jest to prawdopodobne, przynajmniej w pewnych regionach kraju, np. w Lubuskim mającym podobne zalesienie co Québec.

Te dwie części tematu Bioenergia są zatytułowane Przyroda i Przemysł. Wyglądają na przeciwstawne i zwalczające się. I takimi są ale myślę że tak jak z większością zbliżonych tematów, zwłaszcza związanych z lasem, przyroda i przemysł, albo odwrotnie, dojdą do kompromisu.

Czy takim kompromisem jest jednak zakończone przed kilkoma godzinami głosowanie w Parlamencie Europejskim?
http://www.skogsaktuellt.se/artikel/56100/nytt-fran-eu-tallolja-ar-fornyelsebart.html
Głosowanie zadecydowało że:
-Całe dłużyce czy kłody mogą być używane jako bioenergia albo inaczej że Parlament Europejski nie będzie zainteresowany rozstrzygnięciem z jakich części drzew będzie pochodzić surowiec na potrzeby bioenergii.
– Drewno stosowe i olej talowy są w dalszym ciągu zdefiniowane jako surowce odnawialne. Jak i rzepak oraz podobne produkty rolne.

Zwłaszcza to drugie, dotyczące oleju talowego uznali parlamentarzyści szwedzcy za sukces. Oznacza to że szwedzkie postawienie na produkcję biodiesla opartego o olej talowy (produkt uboczny przy produkcji celulozy) było i jest przedsięwzięciem udanym.

Przypuszczam że dyskusje na temat poboru biomasy w lasach czy to skandynawskich czy kanadyjskich albo i polskich będą trwały.

 

Skickat från min iPad